Posts Tagged świat

USA: Starzy ludzie nowego prezydenta Ameryki

Wybory w USA Perspektywy dla gospodarki i giełdy po wygranej demokratów. Obama wygrał wybory pod hasłem: zmiany. Jego program będą prawdopodobnie realizować kadry z administracji Billa Clintona.

Wśród potencjalnych następców Henryego Paulsona na stanowisku amerykańskiego sekretarza skarbu wymieniani są: Lawrence Summers i Robert Rubin, pełniący już tę funkcję za kadencji Billa Clintona, oraz gubernator New Jersey Jon Corzoni.

Prezydent elekt Barack Hussein Obama sięgnie więc prawdopodobnie do wypróbowanych kadr z poprzedniej demokratycznej administracji. Jednym z jego doradców ekonomicznych jest Paul Volcker, weteran świata finansów, były szef Fedu za kadencji Cartera i… Reagana.

Senator Obama w trakcie kampanii wyborczej obiecywał bardzo dużo i spełnienie wszystkich jego zobowiązań co najmniej dwukrotnie zwiększyłoby deficyt budżetowy USA. Kadry wybrane przez Obamę do zarządzania amerykańską gospodarką, trawioną przez kryzys i zagrożoną recesją, mogą jednak powstrzymać niedoświadczonego prezydenta przed destrukcyjnymi decyzjami.

Przed realizacją części pomysłów Obamę mogą powstrzymać także zawirowania na rynkach finansowych. – Będzie miał związane ręce. W krótkim okresie nie będzie się mógł zajmować niczym więcej niż kryzysem finansowym – twierdzi Bill Stone, strateg w PNC Wealth Management. Dlatego, pomimo jego planów zwiększenia podatków od zysków kapitałowych, niektórzy spodziewają się uspokojenia na Wall Street. Mimo to w środę indeksy giełdowe zarówno w Europie, jak i USA spadały.

Dodaj komentarz

Pierwszy czarnoskóry prezydent USA!

Demokratyczny senator Barack Obama zdobył 338 głosów elektorskich wystarczające do zwycięstwa w wyborach prezydenckich w USA. Będzie więc pierwszym w historii czarnoskórym prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Jego republikański rywal, senator John McCain, zatelefonował do Obamy z gratulacjami uznając swoją porażkę. Powtórzył to potem na spotkaniu ze swymi zwolennikami w Phoenix w stanie Arizona. – Naród amerykański przemówił i przemówił wyraźnie. Gratuluję senatorowi Obamie – powiedział McCain na spotkaniu.

Kiedy McCain uznawał wygraną Obamy, zgromadzeni przerwali mu buczeniem zawodu. Senator nakazał im milczenie.

- Wzywam wszystkich Amerykanów, którzy popierali mnie, żeby oferowali nowemu prezydentowi pomoc w przezwyciężeniu podziałów i dzielących nas różnic. Jakiekolwiek są różnice poglądów między nami, jesteśmy wszyscy Amerykanami – podkreślił.

Tłum kilkakrotnie przerywał McCainowi protestami, kiedy wyrażał się z kurtuazją o Obamie i mówił o nim, że “będzie także moim prezydentem”.

Wiadomość o wygranej Obamy wywołała szał radości w Parku Granta w jego rodzinnym Chicago. Ludzie obejmowali się i całowali. Wielu, zwłaszcza Afroamerykanie, płakało ze szczęścia.

Obama zwyciężył w wyborach, zdobywając ponad dwukrotnie więcej głosów elektorskich od swego republikańskiego rywala Johna McCaina.

Według nieoficjalnych danych, przekazywanych przez amerykańskie media, Obama dysponuje już 338 głosami elektorskimi, a McCain – 159. Do zwycięstwa potrzeba było minimum 270 głosów elektorskich. Obama wygrał w stanach, tradycyjnie uznawanych za bastiony Demokratów, a także w niemal wszystkich tzw. wahających się, gdzie zazwyczaj głosy wyborców rozkładały się równo pomiędzy Demokratów i Republikanów. Wygrał również m.in. w Ohio, gdzie zwyciężał George W. Bush oraz w Wirginii, gdzie od 1964 r. nie zwyciężył żaden Demokrata. Podobnie uzyskał przewagę na Florydzie, gdzie zazwyczaj popierano Republikanów.

Z dostępnych danych wynika, że Obama zdobył większość głosów elektorskich w Ohio, Nowym Meksyku, Iowa i Wirginii, Vermoncie, New Hampshire, Pensylwanii, Illinois, Delaware, Massachusetts, Dystrykcie Kolumbii, Marylandzie, Connecticut, Maine, New Jersey, Michigan, Minnesocie, Wisconsin, Nowym Jorku, Rhode Island.

McCain zwyciężył natomiast w Kentucky, Karolinie Południowej, Oklahomie, Tennessee, Arkansas, Alabamie, Kansas, Dakocie Północnej, Wyoming, Georgii, Luizjanie, Zachodniej Wirginii, Teksasie, Missisipi i Utah.

Jako jedni z ostatnich głosowali mieszkańcy Alaski. Z wstępnych danych wynika, że wygrał tam McCain – uzyskał tu 57,9 procent głosów, podczas gdy jego rywal – 40,1 procent.

Frekwencja wyborcza zdaniem mediów amerykańskich była “nadzwyczaj wysoka” a niektórych stanach “bezprecedensowa”. Do wielu lokali wyborczych ustawiały się długie kolejki.

Według portalu “USA Today”, po przeliczeniu 61 procent głosów, Obama zdobył poparcie 51,3 proc. wyborców a McCain – 47,5 procent.

interia.pl

Dodaj komentarz

Uniofrenia

Od kiedy tylko pojawiła się opcja wstąpienia Polski do UE, byłem tego gorącym zwolennikiem. Wierzyłem w to, że w grupie państw o dobrze zorganizowanych gospodarkach i rządach łatwiej będzie poprawiać sytuację gospodarczą naszego kraju. Niestety, nie przewidziałem tylko skutków ubocznych.

Generowanie nadmiarowych i często bzdurnych przepisów jest jednym z podstawowych działań wszelkich machin biurokratycznych, niezależnie od szczebla. Niestety nadmiarowość wydawanych przepisów rośnie wraz z położeniem “szczebla” w drabinie władzy. Trzeba bowiem pamiętać, iż naczelną zasadą, jaką kieruje się “władza”, jest: KONIECZNOŚĆ POTWIERDZENIA KONIECZNOŚCI ISTNIENIA. No bo mogłoby się zdarzyć, że mała ilość zarządzeń, ustaw, rozporządzeń i tym podobnych doprowadziłaby do powstania wśród rządzonych pytania: Po co nam władza, skoro nic nie robi?

Znając zacytowaną powyżej definicję, możemy łatwiej znieść ustaw(owe)iczne głupoty popełniane przy wydawaniu kolejnych zarządzeń. Jesteśmy uodpornieni, bo wiemy, że “oni” tak muszą.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby te “lapsusy” prawne sprowadzały się jedynie do “krzywizny banana” i ilości szczebli w drabinie. Można sobie wyobrazić, że gdzieś, na jakimś wyższym, niedostępnym przeciętnemu Kowalskiemu, poziomie abstrakcji, istnieje konieczność pomiarów długości i kąta ugięcia ogórka zielonego. Taki przepisy wydają się być stosunkowo mało szkodliwe i stosunkowo mocno śmieszne, więc przeciętny zjadacz chleba, który nie biega po markecie z kątomierzem, właściwie może się nimi nie przejmować.

Gorzej, kiedy przepisy powodują powstawanie pytań o ich zgodność z ogólnie przyjętą logiką. Tu dobrym przykładem jest sprzeciw Francji przeciwko polskim ogórkom kiszonym. No bo niby z jakiej racji sprzeciwia się ich dystrybucji – ze względu na sposób produkcji (według nich są to ogórki “popsute”) – kraj, który słynie ze sprzedawania “popsutych” serów. Kiedy zaczynamy się przyglądać takim przepisom, zaczyna rodzić się niechęć do innych członków wspólnoty europejskiej i pojawia się podejrzliwość w stosunku do forsowanych przez nich zapisów formalnych.

Natomiast klinicznym objawem tytułowej “uniofrenii” jest to, co dało się zaobserwować w dziedzinie rybołówstwa. No bo jak inaczej, niż schizofrenią na poziomie unijnym, można nazwać sytuację, jakiej świadkiem byłem kilka dni temu na jednym z kanałów telewizyjnych.

Najpierw w newsach pojawił się kilkuminutowy reportaż o tym, że gospodarka morska jest nadmiernie rabunkowa, że należy dbać o zasoby morskie, że należy pilnować limitów, w związku z czym wprowadzony zostaje zakaz połowu dorszy przez polskich rybaków do końca roku. Nadmierna eksploatacja może doprowadzić do zniszczenia ekosystemów morskich, to fakt, ale dlaczego polscy rybacy mają zakaz? A inni?

Ale to dopiero początek rozdwojenia jaźni. Tuż po podaniu informacji o wprowadzeniu ograniczeń połowowych, nastąpiła przerwa na reklamy. I tu moim zdziwionym oczom ukazała się pani, która w swojej łazience pod prysznicem odkrywa rybę, która “wpływa na wszystko” – w przypadku tej pani, na wzrok. Zadaniem tej reklamy jest… nakłanianie Polaków do zwiększenia konsumpcji ryb. Co więcej, z drobnych napisów na dole ekranu uważny widz może się dowiedzieć, że ogląda tą reklamę dzięki środkom… tak, tak, nie mylicie się drodzy Czytelnicy, dzięki środkom Unii Europejskiej. Hurra!!

No i tu pojawia się poważne pytanie: to jak na prawdę jest? jemy za mało ryb? łowimy za dużo? ktoś podprowadza po drodze te ryby? A może problem polega na tym, że jemy za mało ryb złowionych przez niemieckich rybaków? A może przez francuskich?

I kiedy już nie znajdziemy odpowiedzi na powyższe pytania, bo ich znaleźć nie można, to zaczniemy sobie zadawać całkiem nowe: czy na pewno “strzałka ugięcia ogórka” jest jedynie śmiesznym przepisem? czy przypadkiem “wyższy poziom abstrakcji” nie leży w kieszeniach właścicieli wielkich korporacji?

interia.pl

Dodaj komentarz

Moskwa: Dwaj jezuici brutalnie zamordowani

Dwaj katoliccy księża z zakonu jezuitów zostali brutalnie zamordowani w Moskwie – poinformował sekretarz generalny Rosyjskiej Konferencji Biskupów, ksiądz Igor Kowalewski.

Dodał, że jeden z zabitych był obywatelem rosyjskim, drugi – ekwadorskim.

Ksiądz Kowalewski powiedział, że ciała obu duchownych znaleziono we wtorek wieczorem w zajmowanym przez nich mieszkaniu w centrum Moskwy; zmarli od licznych ran zadanych ostrym narzędziem.Rzecznik moskiewskiej milicji Maksim Kołoswietow powiedział, że wszczęto śledztwo. Odmówił spekulacji na temat możliwych przyczyn zabójstwa i podania dalszych szczegółów.

interia.pl

Dodaj komentarz

Ożenił się z 12-letnią dziewczynką z konkursu

43-letni indonezyjski duchowny islamski pojął za żonę 12-letnią dziewczynkę, wybraną w “konkursie” spośród 20 innych nieletnich – podała prasa dżakarcka.

Jak podaje dziennik “Jakarta Post”, mułła Pujianto Cahyo Widianto, właściciel szkoły islamskiej z internatem w Semarangu na Jawie, w sierpniu poślubił wybraną dziewczynkę w czasie nieoficjalnej ceremonii religijnej i natychmiast wyjechał – wraz z panną młodą i swą pierwszą żoną – na miesiąc miodowy do Singapuru.

Sprawa wywołała powszechne oburzenie, a indonezyjska komisja obrony praw nieletnich zażądała wystąpienia o ekstradycję mułły z Singapuru i postawienia go przed sądem. Zgodnie z prawem może mu grozić do 15 lat więzienia i wysoka grzywna. Indonezyjska policja nie wszczęła jednak jak do tej pory żadnych działań w sprawie, twierdząc iż nadal prowadzi śledztwo. Przedstawiciele komisji chroniącej prawa dzieci podali, iż z przeprowadzonego przez nich dochodzenia wynika, że Widianto wybrał dwunastolatkę spośród dwudziestu innych dziewczynek ze względu na jej “inteligencję i dojrzałość”. Zapowiedział też, że podobnie jak prorok Mahomet ze skonsumowaniem małżeństwa poczeka aż dziecko dojrzeje. Takie porównanie wywołało oburzenie przedstawicieli islamskiego establishmentu w Indonezji.

Indonezja jest najludniejszym krajem islamskim świata – islam wyznaje tu 80 proc. z około 220 mln mieszkańców.

interia.pl

Dodaj komentarz

Gazociąg: Za astronomiczne koszty zapłacą klienci

Obecny kryzys finansowy na świecie jeszcze mocniej postawił pod znakiem zapytania ekonomiczny sens inwestowania w rosyjsko-niemiecki gazociąg pod Bałtykiem – pisze w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

Budowa się opóźnia, a trasa jest ciągle zmieniana, bo protestują Szwedzi i Finowie. Obawiają się, że inwestycja spowoduje szkody ekologiczne na Bałtyku.

Tymczasem przez trzy lata projektowania koszty gazociągu już się podwoiły i sięgają 14 mld dol. To tylko przymiarki, bo pełnego rachunku za wszystkie instalacje Nord Stream nie ujawniono. Za astronomiczne koszty podmorskiej rury klienci w UE zapłacą wyższymi rachunkami za gaz.Zdaniem publicysty, jest jeszcze czas, by wycofać się z tego projektu. Budowa nowego gazociągu z Rosji do Europy będzie tańsza i mniej ryzykowna dla środowiska, jeżeli ułoży się go na lądzie zamiast pod dnem Bałtyku. – Taką propozycję od trzech lat zgłaszają kolejne polskie rządy – akcentuje w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

interia.pl

Dodaj komentarz

Uszkodzony LHC pomogą naprawić Polacy

Ekipa inżynierów z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie pojedzie do ośrodka Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN pod Genewą. Pomogą naprawić uszkodzenia w akceleratorze LHC – poinformował dyrektor instytutu prof. Marek Jeżabek.

We wtorek w CERN uroczyście zainaugurowano działalność LHC, mimo że akcelerator, zanim zacznie pracować, musi przejść naprawy i konserwację. Uruchomienie instalacji planowane jest w przyszłym roku.

Jak powiedział Jeżabek, zadaniem polskiego zespołu będzie m.in. naprawa wadliwego połączenia elektrycznego między elektromagnesami w akceleratorze. Połączenie to nie wytrzymało próby z użyciem prądu o natężeniu ok. 8750 amperów. Okablowanie stopiło się, powodując rozszczelnienie instalacji chłodzącej elektromagnesy. Konsekwencją tego było wydostanie się do podziemnego betonowego tunelu, w którym znajduje się akcelerator, ok. dwóch ton helu. CERN poinformowała, że systemy bezpieczeństwa zadziałały poprawnie i nikt z obsługi instalacji nie był zagrożony.

Naprawa awarii nie jest jednak głównym zadaniem polskich inżynierów. W kolejnych latach będą oni dbać o sprawność połączeń elektrycznych w instalacji

- Podpisaliśmy z szefem zespołu pracującego przy LHC Lynem Evansem list intencyjny. Kilkunastu ludzi będzie co roku pracowało przy konserwacji połączeń elektrycznych między magnesami. Będą pracować od początku stycznia do końca marca, kiedy w CERN są tzw. planowane zamknięcia akceleratora w celach konserwacyjnych – powiedział Jeżabek.

Jak zaznaczył, rozmowy o kontrakcie na okresową konserwację połączeń elektrycznych w LHC trwały od lipca, kiedy nikt nie przypuszczał, że dojdzie do awarii.

- Awaria oznacza tyle, że nasi ludzie pojadą tam wcześniej, na początku grudnia – dodał.

Polscy inżynierowie, jak podkreślił Jeżabek, zostali zaangażowani, bo brali już udział w kontrolach jakości części instalacji elektrycznej przy budowie LHC i ich profesjonalizm zrobił wrażenie na kierownictwie zespołu LHC.

- Przez ostatnie trzy lata były w CERN dwie ekipy. Średnio to było 40 ludzi. Łącznie przez ośrodek przewinęło się ponad 100 inżynierów i techników z IFJ PAN oraz z Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej AGH w Krakowie – mówił dyrektor IFJ.

Jak dodał, nie są to jedyne nowatorskie przedsięwzięcia, w które IFJ się angażuje. Fizycy i inżynierowie z instytutu mają uczestniczyć w budowie urządzenia o nazwie stellarator na potrzeby badań nad fuzją termojądrową. – To jest urządzenie, w którym ma być wytwarzana plazma do fuzji termojądrowej – tłumaczył.

Urządzenie to będą budowali specjaliści z CERN, którzy nawiązali współpracę z europejskim programem badań na rzecz energetyki termojądrowej – ITER (International Thermonuclear Experimental Reactor).

interia.pl

Dodaj komentarz

Kiszczak i Kania na czele gangu?

Śledczy warszawskiego oddziału IPN sprawdzają, czy peerelowscy dygnitarze mogli stać za porwaniami, pobiciami i zabójstwami popełnianymi przez milicjantów i esbeków – informuje “Dziennik”.

Śledztwo prowadzi trzech prokuratorów. Badają okres od 28 listopada 1956 roku do 31 grudnia 1989 roku. W tych latach – pisze gazeta – w warszawskich strukturach MSW miał działać nieformalny związek, w skład którego wchodzili funkcjonariusze byłej Służby Bezpieczeństwa. Kierowały nim osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe.

Na razie postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom. Zdaniem “Dziennika” jest jednak pewne, że zarzuty raczej nie ominą byłego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka. Mogą zostać także postawione byłemu I sekretarzowi KC PZPR Stanisławowi Kani.
Jeśli prokuratorzy doprowadziliby do aktu oskarżenia, ci byli peerelowscy dygnitarze mieliby już drugi proces o udział w związku przestępczym. Obaj bowiem są sądzeni jako autorzy stanu wojennego.

Śledztwo obejmuje blisko 50 wątków. Ma za zadanie wyjaśnić m.in okoliczności śmierci księży Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca i Stefana Niedzielaka czy próbę otrucia Anny Walentynowicz. Badana są także okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

interia.pl

Dodaj komentarz

Internet pomaga na głowę

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles odkryli, że biegłe w posługiwaniu się komputerem osoby w średnim wieku i starsze surfując po internecie wyzwalają w mózgu obszary odpowiedzialne za podejmowanie decyzji i rozumowanie, informuje “Rzeczpospolita”.

Dowodzi to tezy, że korzystanie z internetu może być pomocne w poprawianiu funkcjonowania mózgu.

- Wyniki jakie uzyskaliśmy są zachęcające. Stale rozwijające się technologie maja pozytywny wpływ psychologiczny na osoby w średnim wieku i starsze – powiedział prof. Gary Small z Semel Institute of Neuroscience and Human Behavior na Uniwersytecie Kalifornijskim, główny autor studium, jakie ukazało się w magazynie American Journal of Geriatric Psychiatry. – Surfowanie po internecie pobudza aktywność mózgu, która prowadzi do poprawienia funkcjonowania tego organu. Nie od dziś wiadomo, że wraz ze starzeniem się komórki nerwowe tracą swą aktywność, a sam mózg powoli traci objętość, nie mówiąc o chorobach zwyrodnieniowych, które wpływają na postrzeganie – dodaje Small.Naukowcy prowadzili badania w grupie 24 ochotników w wieku od 55 do 76 lat, bez żadnych dolegliwości neurologicznych. Uczestników badań podzielili na dwie grupy. Jedna z nich miała doświadczenie i korzystała uprzednio z internetu, podczas gdy pozostali nie mieli takich doświadczeń. Wiek, płeć i poziom wykształcenia w obu grupach był podobny.Skanowanie mózgu podczas przeszukiwania internetu ujawniło wielką różnicę między grupami. U tych, którzy dotychczas nie mieli doświadczeń z internetem aktywność mózgu była podobna do tej jaka wystąpiła przy czytaniu. Ale u tych , którzy mieli doświadczenie z posługiwaniem się komputerem w sieci największa aktywność ujawniła się w płacie czołowym, także skroniowym oraz w strukturze zwanej zakrętem obręczy. Te obszary mózgu odpowiedzialne są za podejmowanie decyzji i rozumowanie.

- Naszym najważniejszym odkryciem, jest, że u przeszukujących internet uaktywniają się zupełnie inne obszary, niż podczas czytania, ale tylko u tych , którzy wcześniej mieli doświadczenie w tej dziedzinie – powiedział Small. Proste , codzienne przeszukiwanie sieci może poprawić funkcjonowanie mózgu, dowodzi też ,że jesteśmy w stanie uczyć się w średnim a nawet starszym wieku – dodał.

interia.pl

Dodaj komentarz

“Jeżeli Obama zostanie wybrany, Izrael coś zrobi”

Związani z Partią Republikańską eksperci ds. polityki zagranicznej przedstawili pesymistyczne prognozy co do możliwości złagodzenia konfliktów USA z Iranem na tle jego programu nuklearnego i z Rosją, w związku z jej ambicjami odtworzenia imperium sowieckiego.

Podczas odbywającej się w ramach konwencji Republikanów w Minneapolis-St.Paul dyskusji panelowej, w której wzięli udział głównie dyplomaci i stratedzy z “realistycznej” szkoły polityki międzynarodowej, były sekretarz stanu Lawrence Eagleburger roztoczył czarny scenariusz w wypadku zwycięstwa w wyborach prezydenckich demokratycznego kandydata Baracka Obamy.

- Jeżeli Obama zostanie wybrany, Izrael coś zrobi, czy to się nam podoba, czy nie – powiedział Eagleburger sugerując, że chodzi o atak lotniczy na irańskie instalacje atomowe. Jego zdaniem, trzeba się z tym liczyć, gdyż “w ostatecznym rozrachunku może to być (dla Izraela) jedyne rozwiązanie problemu”.

Tezę, że wybór Obamy może skłonić Izrael – najbliższego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie – do prewencyjnej operacji w Iranie, postawił wcześniej inny znany strateg polityczny, były doradca prezydenta Clintona Dick Morris.

Ewentualny atak Izraela – jak zwrócił uwagę uczestniczący w panelu były ambasador USA w Niemczech Richard Burt – “byłby przez Iran uznany za atak izraelsko-amerykański”. Dlatego Burt wystąpił przeciwko popieraniu siłowego rozwiązania konfliktu.

- Militarna opcja jest najprostsza, ale i najtrudniejsza. Nie jest to coś, do czego ja bym zmierzał – powiedział.

Także były sekretarz marynarki wojennej, emerytowany admirał John Lehman oponował przeciwko użyciu siły wobec Iranu.

- Irańczycy chcą broni nuklearnej i nie sądzę, abyśmy mogli im w tym przeszkodzić. Pomysł militarnego rozwiązania jest jednak niedobry. Nie ma czegoś takiego, jak ‘chirurgiczne bombardowanie’. Zawsze ginie wtedy ludność cywilna, jak niedawno znowu w Iraku i Afganistanie. Lepsza byłaby blokada morska Iranu, albo wysłanie lądowego desantu sił specjalnych. Ale to też akt wojny – powiedział.

Burt polemizował z koncepcją bezpośrednich rozmów z przywódcami Iranu, lansowaną przez Obamę.

- Nie powinniśmy się łudzić, że dialog z Iranem będzie łatwy. Nie wiemy kto tam naprawdę rządzi – jest wiele ośrodków władzy – więc nie jest jasne z kim właściwie należałoby rozmawiać. Tak więc otwarcie dialogu nie jest idealnym rozwiązaniem – powiedział.

Zapytany o to, co przyszła administracja powinna zrobić w sprawie inwazji Rosji na Gruzję, Eagleburger odpowiedział, że jedynym środkiem są sankcje, ale wprowadzone nie jednostronnie, tylko razem z sojusznikami.

Wyraził jednak powątpiewanie, czy nawet za pomocą sankcji uda się zmienić sytuację w Gruzji, tzn. zapobiec ostatecznemu oderwaniu się od niej Abchazji i Osetii Południowej. – Tego się nie da odwrócić – powiedział.

Inny uczestnik panelu, były doradca prezydenta George’a H.W.Busha (seniora) ds. bezpieczeństwa narodowego Brent Scowcroft zwrócił uwagę na niechęć Europy Zachodniej do ostrzejszych kroków wobec Moskwy. – Po dwóch wojnach światowych Europa jest strategicznie wyczerpana – powiedział.

Burt podkreślił, że przyszły prezydent USA – Obama lub McCain – stoi przed wyjątkowo trudnym zadaniem na arenie międzynarodowej.

- Wszystko sprowadza się do tego, że wyzwania stojące przed nami są większe niż w przeszłości, a tymczasem mamy mniej środków do dyspozycji, niż w przeszłości. Musimy więc być mądrzejsi niż przedtem – powiedział.

Dodał, że doświadczenie i wiedza McCaina w sprawach międzynarodowych pozwala jednak mieć nadzieję, że – jeśli zostanie wybrany na prezydenta – sprosta zadaniom.

Pesymistycznie wypowiedział się na temat sytuacji USA na arenie międzynarodowej także John Lehman.

- Wiele sił na świecie chce wykorzystać nasze problemy dla swoich celów, podczas gdy nikt nie wierzy, byśmy byli obecnie zdolni do nowej akcji (wojskowej) w jakimkolwiek miejscu naszego globu – powiedział emerytowany admirał.

Dodał, że Pentagon przeżywa ogromne trudności, podobnie jak amerykańskie agencje wywiadowcze.

Inny uczestnik dyskusji, republikański kongresman Jim Hoekstra, wiceprzewodniczący komisji ds. wywiadu Izby Reprezentantów, wystawił wywiadowi USA ocenę “C” -odpowiadającą polskiej 3+ lub 4-.

interia.pl

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »