Posts Tagged rosja

Putin szykuje się do powrotu na urząd prezydenta

Propozycja prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, by wydłużyć mandat prezydencki z 4 do 6 lat, ma na celu przygotowanie powrotu na Kreml w 2009 r. Władimira Putina – pisze dziennik “Wiedomosti”, powołując się na źródła w Kremlu.

Dziennik “Wiedomosti” ujawnił dziś, że reforma konstytucyjna, zaproponowana poprzedniego dnia przez prezydenta Miedwiediewa, została przygotowana w czasie prezydentury Putina i jemu ma posłużyć.

Miedwiediew zaproponował w środę w swoim pierwszym orędziu do Zgromadzenia Federalnego, dwóch izb parlamentu – Rady Federacji i Dumy Państwowej, aby wydłużyć kadencję prezydenta z czterech do sześciu lat. Opowiedział się też za wydłużeniem kadencji samej Dumy z czterech do pięciu lat, a także za rozszerzeniem jej funkcji kontrolnych nad rządem.

“To nie jest improwizacja Miedwiediewa. Koncepcja reformy powstała przy Władimirze Putinie. Plan wydłużenia kadencji prezydenta powstał w 2007 roku pod Putina” – informują “Wiedomosti”, powołując się na źródło zbliżone do kremlowskiej Administracji.

Według rozmówcy gazety, “reforma zakładała wybranie następcy, który przeprowadzi niezbędne zmiany w konstytucji i niepopularne reformy społeczne, by Putin mógł wrócić na Kreml na dłuższy okres”. “Dokonywanie zmian pod siebie byłoby nieetyczne” – zauważył informator “Wiedomosti”.

Źródło dziennika nie wyklucza, że przy takim scenariuszu Miedwiediew może złożyć urząd przed końcem kadencji, uzasadniając to zmianami w konstytucji; wówczas wybory prezydenckie odbyłyby się już w 2009 roku.

“W ten sposób zwiększony zostałby odstęp między wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi, co postulował Putin” – piszą “Wiedomosti”.

Wybory parlamentarne w Rosji odbyły się w grudniu 2007 roku, a prezydenckie – w marcu 2008 roku.

Putin nie mógł ubiegać się o reelekcję, gdyż konstytucja nie pozwala na pełnienie funkcji prezydenta przez więcej, niż dwie kadencje z rzędu. Na czele państwa stał on od 2000 roku. Przy Miedwiediewie jest premierem.

Gazeta, przywołując inne źródło zbliżone do Administracji Prezydenta, utrzymuje także, iż kampania wyborcza Putina faktycznie już ruszyła.

Kilka dni temu zainaugurował swoją nową stronę internetową, a 20 listopada na kongresie partii Jedna Rosja jako jej przewodniczący wygłosi przemówienie programowe. Później za pośrednictwem telewizji będzie rozmawiał z narodem – tak, jak miał to w zwyczaju będąc prezydentem.

“Wiedomosti” twierdzą, że Miedwiediew takiej formy dialogu z mieszkańcami Rosji nie przewiduje.

Zmiany w konstytucji muszą zyskać poparcie dwóch trzecich deputowanych do Dumy, trzech czwartych członków Rady Federacji i dwóch trzecich regionalnych parlamentów. Wszystkie te organy władzy ustawodawczej kontrolowane są przez putinowską Jedną Rosję.

Będą to pierwsze tak poważne zmiany w konstytucji, uchwalonej w 1993 roku z inicjatywy ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.

interia.pl

Dodaj komentarz

Moskwa: Dwaj jezuici brutalnie zamordowani

Dwaj katoliccy księża z zakonu jezuitów zostali brutalnie zamordowani w Moskwie – poinformował sekretarz generalny Rosyjskiej Konferencji Biskupów, ksiądz Igor Kowalewski.

Dodał, że jeden z zabitych był obywatelem rosyjskim, drugi – ekwadorskim.

Ksiądz Kowalewski powiedział, że ciała obu duchownych znaleziono we wtorek wieczorem w zajmowanym przez nich mieszkaniu w centrum Moskwy; zmarli od licznych ran zadanych ostrym narzędziem.Rzecznik moskiewskiej milicji Maksim Kołoswietow powiedział, że wszczęto śledztwo. Odmówił spekulacji na temat możliwych przyczyn zabójstwa i podania dalszych szczegółów.

interia.pl

Dodaj komentarz

Gazociąg: Za astronomiczne koszty zapłacą klienci

Obecny kryzys finansowy na świecie jeszcze mocniej postawił pod znakiem zapytania ekonomiczny sens inwestowania w rosyjsko-niemiecki gazociąg pod Bałtykiem – pisze w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

Budowa się opóźnia, a trasa jest ciągle zmieniana, bo protestują Szwedzi i Finowie. Obawiają się, że inwestycja spowoduje szkody ekologiczne na Bałtyku.

Tymczasem przez trzy lata projektowania koszty gazociągu już się podwoiły i sięgają 14 mld dol. To tylko przymiarki, bo pełnego rachunku za wszystkie instalacje Nord Stream nie ujawniono. Za astronomiczne koszty podmorskiej rury klienci w UE zapłacą wyższymi rachunkami za gaz.Zdaniem publicysty, jest jeszcze czas, by wycofać się z tego projektu. Budowa nowego gazociągu z Rosji do Europy będzie tańsza i mniej ryzykowna dla środowiska, jeżeli ułoży się go na lądzie zamiast pod dnem Bałtyku. – Taką propozycję od trzech lat zgłaszają kolejne polskie rządy – akcentuje w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

interia.pl

Dodaj komentarz

Ropa już o 50 proc. tańsza!

Ropa naftowa nadal tanieje na rynkach paliw i jest obecnie już o ponad 50 procent tańsza od lipcowego rekordu w Nowym Jorku, gdy za baryłkę płacono 147,27 USD – podają maklerzy.

Powodem dalszych spadków notowań surowca jest pogorszenie się nastrojów na giełdach akcji i mocne zniżki indeksów wywołane obawami o globalne spowolnienie gospodarcze. Baryłka lekkiej ropy WTI kosztuje w czwartek rano na NYMEX w Nowym Jorku w handlu elektronicznym już tylko 72,10 USD, po spadku ceny o 2,44 USD, czyli 3,3 proc.

To najniższa cena WTI od 29 sierpnia 2007 r. W środę ropa staniała o ponad 4 USD, czyli 5,2 proc., do 74,54 USD/b na zamknięciu handlu. Rok do roku ceny ropy są już niższe o 18 proc.OPEC tnie prognozy na ropę w 2009 roku

Przedstawiciele OPEC, czyli Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową, obniżyli po raz kolejny prognozy popytu na ropę w 2009 roku. Grupa 13 państw obniżyła prognozę średniego zużycia ropy w przyszłym roku o 450.000 baryłek, lub 0,5 proc., do 87,21 mln baryłek dziennie. Jednocześnie OPEC obniżył prognozy średniego zużycia ropy pochodzącej z krajów kartelu o 190.000 baryłek, lub 0,6 proc., do 31,14 mln baryłek dziennie w 2009 roku. OPEC wyraża obawy, iż najgorszy kryzys finansowy od lat 30. XX wieku doprowadzi do globalnej recesji, co odbije się negatywnie na popycie na ropę. 18 listopada odbędzie się nadzwyczajne spotkanie państw OPEC. Obserwatorzy spodziewają się decyzji o zmniejszeniu wydobycia ropy o 500.000 baryłek dziennie.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

“Śmierć papieża w zamachu zmieniłaby losy świata”

Włoski eurodeputowany polskiego pochodzenia Jaś Gawroński powiedział dziś, że wspominając 30. rocznicę wyboru Jana Pawła II należy uświadomić sobie, jak tragiczne konsekwencje dla przyszłości Kościoła, świata i Polski miałaby śmierć papieża w zamachu z 13 maja 1981 roku.

- Na świecie przerwany zostałby nurt wpływów Kościoła katolickiego, który Karol Wojtyła uruchomił swoim urokiem i umieszczeniem człowieka w centrum swej posługi, identyfikując się w ten sposób z narodami całego świata – podkreślił Gawroński, który w 1988 roku przeprowadził wywiad z polskim papieżem dla dziennika “La Stampa”.

Zdaniem Gawrońskiego niesłychanie rozległe byłyby polityczne konsekwencje zabicia Jana Pawła II. – W Europie zabrakłoby jedynego lidera, także politycznego, na którego inni politycy patrzyli, gdy potrzebowali inspiracji, mediacji, idei, programu, wykraczającego poza codzienne potrzeby – powiedział eurodeputowany.

- W Polsce zaś działalność “Solidarności” zastałaby zahamowana, a komunizm upadłby znacznie, znacznie później – podkreślił Gawroński.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

Jest zgoda w sprawie pakietu klimatycznego

Kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła na szczycie UE w Brukseli, że szefowie państw i rządów zgadzają się, by porozumienie w sprawie pakietu klimatyczno- energetycznego nastąpiło w grudniu.

- Dyskusja toczyła się wokół tego, jak powinniśmy wdrażać cele dotyczące ochrony klimatu, by znaleźć porozumienie przed końcem roku, to znaczy do szczytu (w grudniu) – powiedziała niemiecka kanclerz.

Polska już w środę zagroziła zawetowaniem takiej decyzji szczytu, o ile nie zostaną uwzględnione jej postulaty. Dotyczą one przede wszystkim uwzględnienia specyfiki polskiej gospodarki opartej na węglu. W negocjacjach przekonywała, że tylko pod takim warunkiem jest w stanie zgodzić się na termin grudniowy.

- Z punktu widzenia konferencji klimatycznej w Poznaniu to jest dobry termin, ale pod warunkiem, że specyfika takiego kraju jak Polska, którego energetyka jest oparta na węglu, została uwzględniona – powiedział sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Rafał Grupiński na marginesie szczytu.

- Jeśli wszyscy się zgodzili, to znaczy, że zostały wywalczone nasze zapisy, bo bez nich naszej zgody by nie było – skomentował Grupiński wypowiedź Merkel.

Jak relacjonowali polscy dyplomaci, rząd domagał się wykreślenia z wniosków końcowych zapisu, że zaproponowany przez KE w styczniu pakiet klimatyczno-energetyczny tworzy “spójną całość, której równowaga i zasadnicze parametry muszą zostać zachowane”. Taki zapis – zdaniem Polski – ogranicza pole negocjacji w pracach nad pakietem.

Polski rząd był natomiast usatysfakcjonowany zastrzeżeniem we wnioskach końcowych, że celem dalszych negocjacji jest “znalezienie odpowiednich rozwiązań (…) dla wszystkich sektorów europejskiej gospodarki i dla wszystkich krajów członkowskich, mając na względzie specyficzną sytuację każdego z nich i czuwając nad stosunkiem kosztów do efektywności”.

- Specyficzne warunki poszczególnych krajów muszą być wzięte pod uwagę i to jest oczywiście w interesie Niemiec – powiedziała kanclerz Merkel.

Polska domaga się, by w pracach nad pakietem klimatyczno- energeytcznym uwzględnić specyfikę polskiej gospodarki opartej na węglu. Zbudowała koalicję dziewięciu nowych krajów członkowskich UE, które poparły polskie postulaty i w środę wydały wspólną deklarację.

Grupiński przyznał jednak, że koalicja może się okazać nietrwała.

Polska, z gospodarką w 94 proc. opartą na węglu, argumentuje, że realizacja ambitnych zobowiązań UE do redukcji emisji CO2 grozi drastyczną podwyżką cen prądu. A to dlatego, że KE zaproponowała, by wszystkie prawa do emisji w energetyce były sprzedawane na specjalnych aukcjach już od 2013 roku. Ponadto Polska twierdzi, że pakiet naraża na szwank bezpieczeństwo energetyczne, bo zmusza do rezygnacji z rodzimego wysokoemisyjnego węgla na rzecz importowanego gazu.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

Ławrow: Polska popełniła błąd

Rosji nie podobała się reakcja Polski na konflikt na Kaukazie – powiedział w specjalnym wywiadzie udzielonym TVP Info Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji. Dodał też, że Polska decydując się na tarczę antyrakietową popełniła błąd.

Ławrowszukaj w wywiadzie wyemitowanym w programie “Minął dzień” w poniedziałkowy wieczór w TVP Info nie ukrywał, że Moskwie nie podoba się postępowanie Polski w trakcie konfliktu na Kaukazie.

* “UE odpowiedzialna za działania Gruzji”

UE wzięła na siebie rolę głównego gwaranta niestosowania siły przez Gruzję przeciwko Osetii Płd. i Abchazji – oświadczył szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. więcej »

- Żałujemy, że Polska wraz z trzema krajami bałtyckimi zajęła takie stanowisko w sprawie Gruzji, że nazwała rosyjską politykę “imperialną” i użyła twardych słów – powiedział TVP Info.
czytaj dalej

Podkreślił jednak, że Moskwa nie szuka zemsty. – Po prostu uważamy – jak każde państwo w podobnej sytuacji – że ocena Polski jest niesprawiedliwa i nie opiera się na faktach – zaznaczył szef rosyjskiego MSZ. – Nie będziemy za to nikogo karać. To przecież nas raczej chcą karać – mówił Ławrow komentując propozycje nałożenia na Moskwę sankcji przez UE. – Ten plan nie został jednak poparty przez Europę, to świadczy o tym, że wygrał zdrowy rozsądek – dodał Ławrow.

Ławrow zaznaczył, że Rosja chce się wycofać z Gruzji, ale stawia konkretne warunki.

- Chcemy jak najszybciej przekazać kontrolę nad strefami bezpieczeństwa wokół Południowej Osetii i Abchazji w ręce przedstawicieli międzynarodowych, w tym także w ręce UE. Ale będzie to dopiero możliwe, jeśli plan uzgodniony przez prezydentów Miedwiediewa i Sarkozy’ego będzie zrealizowany, jak międzynarodowe siły zostaną rozmieszczone wokół tych republik i będą mogły zagwarantować, że Gruzja nie powtórzy swojej agresji. Wtedy na pewno wycofamy się – wyjaśniał Ławrow.

Nie ukrywał też, że Rosja jest niechętna członkostwu Gruzji w NATO. – Jeśli teraz Gruzja będzie przyjęta do Sojuszu, będzie to jednoznacznie oznaczać, że NATO jest agresorem – zaznaczył.

Szef rosyjskiej dyplomacji przekonywał, że Moskwa nie zamierza zakręcać kurka z gazem krajom, które krytykują jej postępowanie na Kaukazie.

- Będziemy sprzedawać i ropę, i gaz, i inne bogactwa naturalne wszystkim tym krajom, które chcą je kupować – mówił Ławrow. Dodał, że Europa ma prawo niepokoić się o bezpieczeństwo energetyczne, ale nie ze strony Rosji. – Nie ma jednego dowodu na to, że nie wywiązaliśmy się choć z jednego kontraktu – podkreślił. – Niech Europa wybiera dowolne źródła dostaw, ale i tak wyliczenia wskazują, że ropa z Rosji będzie potrzebna. I to coraz bardziej – przyznał.

Podkreślił, że kwestia dywersyfikacji dostaw energii nie jest nowa i była wielokrotnie podnoszona na długo przed konfliktem rosyjsko-gruzińskim. Dodał, że sama Rosja ma dywersyfikację uwzględnioną w swoich długofalowych planach. I wyliczył różne międzynarodowe inwestycje, także z udziałem Polski, które Moskwa realizuje. – Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni – zapewnił. – Nie traktujemy tych kwestii na zasadzie “albo jesteście z nami, albo jesteście przeciwko nam”. Tak robi inne duże państwo… – zaznaczył.

Ławrow skomentował też w rozmowie z TVP Info kwestię zgody Warszawy na instalację amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, a szczególnie to, że tę decyzję wiąże się z wybuchem konfliktu na Kaukazie.

- Czy to jest zemsta na nas za to, że obroniliśmy Południowych Osetyjczyków przed gruzińskim atakiem? Nie jest to szlachetne podejście – mówił. Dodał, że uważa naszą decyzję za błąd, ale mimo to, Moskwa nie zamierza wtrącać się do polskiej polityki. – Polska ma swój rząd, swój parlament, swoje procedury – podkreślał.

Przekonywał też, że ktoś podsyca antyrosyjskie nastroje. – Jeżeli polskie kierownictwo podejmuje decyzje na podstawie jakichś paranoi, na podstawie zupełnie wymyślonych zagrożeń, to ja nic na to nie poradzę – tłumaczył. – Jak słyszę komentarze, że teraz po Gruzji będzie Ukraina, Mołdawia, to świadczy to o chorej wyobraźni. Jest wiele osób, które chciałyby na sytuacji z Gruzją rozegrać antyrosyjskie cele – mówił.

interia.pl

Dodaj komentarz

“Jeżeli Obama zostanie wybrany, Izrael coś zrobi”

Związani z Partią Republikańską eksperci ds. polityki zagranicznej przedstawili pesymistyczne prognozy co do możliwości złagodzenia konfliktów USA z Iranem na tle jego programu nuklearnego i z Rosją, w związku z jej ambicjami odtworzenia imperium sowieckiego.

Podczas odbywającej się w ramach konwencji Republikanów w Minneapolis-St.Paul dyskusji panelowej, w której wzięli udział głównie dyplomaci i stratedzy z “realistycznej” szkoły polityki międzynarodowej, były sekretarz stanu Lawrence Eagleburger roztoczył czarny scenariusz w wypadku zwycięstwa w wyborach prezydenckich demokratycznego kandydata Baracka Obamy.

- Jeżeli Obama zostanie wybrany, Izrael coś zrobi, czy to się nam podoba, czy nie – powiedział Eagleburger sugerując, że chodzi o atak lotniczy na irańskie instalacje atomowe. Jego zdaniem, trzeba się z tym liczyć, gdyż “w ostatecznym rozrachunku może to być (dla Izraela) jedyne rozwiązanie problemu”.

Tezę, że wybór Obamy może skłonić Izrael – najbliższego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie – do prewencyjnej operacji w Iranie, postawił wcześniej inny znany strateg polityczny, były doradca prezydenta Clintona Dick Morris.

Ewentualny atak Izraela – jak zwrócił uwagę uczestniczący w panelu były ambasador USA w Niemczech Richard Burt – “byłby przez Iran uznany za atak izraelsko-amerykański”. Dlatego Burt wystąpił przeciwko popieraniu siłowego rozwiązania konfliktu.

- Militarna opcja jest najprostsza, ale i najtrudniejsza. Nie jest to coś, do czego ja bym zmierzał – powiedział.

Także były sekretarz marynarki wojennej, emerytowany admirał John Lehman oponował przeciwko użyciu siły wobec Iranu.

- Irańczycy chcą broni nuklearnej i nie sądzę, abyśmy mogli im w tym przeszkodzić. Pomysł militarnego rozwiązania jest jednak niedobry. Nie ma czegoś takiego, jak ‘chirurgiczne bombardowanie’. Zawsze ginie wtedy ludność cywilna, jak niedawno znowu w Iraku i Afganistanie. Lepsza byłaby blokada morska Iranu, albo wysłanie lądowego desantu sił specjalnych. Ale to też akt wojny – powiedział.

Burt polemizował z koncepcją bezpośrednich rozmów z przywódcami Iranu, lansowaną przez Obamę.

- Nie powinniśmy się łudzić, że dialog z Iranem będzie łatwy. Nie wiemy kto tam naprawdę rządzi – jest wiele ośrodków władzy – więc nie jest jasne z kim właściwie należałoby rozmawiać. Tak więc otwarcie dialogu nie jest idealnym rozwiązaniem – powiedział.

Zapytany o to, co przyszła administracja powinna zrobić w sprawie inwazji Rosji na Gruzję, Eagleburger odpowiedział, że jedynym środkiem są sankcje, ale wprowadzone nie jednostronnie, tylko razem z sojusznikami.

Wyraził jednak powątpiewanie, czy nawet za pomocą sankcji uda się zmienić sytuację w Gruzji, tzn. zapobiec ostatecznemu oderwaniu się od niej Abchazji i Osetii Południowej. – Tego się nie da odwrócić – powiedział.

Inny uczestnik panelu, były doradca prezydenta George’a H.W.Busha (seniora) ds. bezpieczeństwa narodowego Brent Scowcroft zwrócił uwagę na niechęć Europy Zachodniej do ostrzejszych kroków wobec Moskwy. – Po dwóch wojnach światowych Europa jest strategicznie wyczerpana – powiedział.

Burt podkreślił, że przyszły prezydent USA – Obama lub McCain – stoi przed wyjątkowo trudnym zadaniem na arenie międzynarodowej.

- Wszystko sprowadza się do tego, że wyzwania stojące przed nami są większe niż w przeszłości, a tymczasem mamy mniej środków do dyspozycji, niż w przeszłości. Musimy więc być mądrzejsi niż przedtem – powiedział.

Dodał, że doświadczenie i wiedza McCaina w sprawach międzynarodowych pozwala jednak mieć nadzieję, że – jeśli zostanie wybrany na prezydenta – sprosta zadaniom.

Pesymistycznie wypowiedział się na temat sytuacji USA na arenie międzynarodowej także John Lehman.

- Wiele sił na świecie chce wykorzystać nasze problemy dla swoich celów, podczas gdy nikt nie wierzy, byśmy byli obecnie zdolni do nowej akcji (wojskowej) w jakimkolwiek miejscu naszego globu – powiedział emerytowany admirał.

Dodał, że Pentagon przeżywa ogromne trudności, podobnie jak amerykańskie agencje wywiadowcze.

Inny uczestnik dyskusji, republikański kongresman Jim Hoekstra, wiceprzewodniczący komisji ds. wywiadu Izby Reprezentantów, wystawił wywiadowi USA ocenę “C” -odpowiadającą polskiej 3+ lub 4-.

interia.pl

Dodaj komentarz

Dziennikarze zamordowani w Rosji

W rosyjskim Dagestanie na Północnym Kaukazie zabity został znany miejscowy dziennikarz Abdulla Aliszajew – podała dziś milicja w Machaczkale.

Nieznani sprawcy zaatakowali dziennikarza we wtorek wieczorem, zadając mu szereg ciosów nożem w głowę i korpus. Mimo operacji, przeprowadzonej w nocy w miejscowym szpitalu, Aliszajew zmarł.

Jest on już drugim dziennikarzem, jaki zginął w ostatnich dniach na południu Rosji. W niedzielę w Inguszetii zastrzelony został opozycyjny dziennikarz Magomed Jewłojew, właściciel strony internetowej krytykującej prokremlowskie władze Inguszetii. Według miejscowych władz, jego śmierć była wypadkiem, do którego doszło, gdy próbował wyrwać broń milicjantowi. Sympatycy Jewłojewa i obrońcy praw człowieka odrzucają taką wersję wydarzeń. Milicja w inguskim Nazraniu rozpędziła pałkami we wtorek antyrządowy protest po śmierci Jewłojewa. interia.pl

Dodaj komentarz

Magnaci Wschodu: Władimir Lisin z dala od świata

Zaczynał jako hutnik. Dziś jest jednym z czołowych graczy rosyjskiego rynku stalowego. Unika dziennikarzy i trzyma się z dala od polityki. Umacnia swoje imperium i oddaje się ulubionym rozrywkom.

W młodości zaczął uprawiać strzelectwo. Dziś jest sponsorem rosyjskiej reprezentacji strzeleckiej, którą w całości utrzymuje. Trenuje w Podmoskowiu, w prywatnym klubie sportowym “Lisia Nora”, który sam zbudował. Nazwa klubu pochodzi od nazwiska biznesmena, które odzwierciedla swoistą żywotność jego natury. Oligarcha nie wyobraża sobie życia bez strzelania do rzutków i polowania.
Do “Lisiej Nory” przyjeżdżają mistrzowie sportów strzeleckich i myślistwa. A hojny gospodarz klubu nie skąpi grosza na nagrody, którymi obdarza zwycięzców. Do podmoskiewskiej rezydencji przedsiębiorcy zaglądają także przyjaciele-oligarchowie, dla których właściciel organizuje wystawne przyjęcia. Mówi się, że wydatek rzędu dziesięciu milionów dolarów z okazji urodzin dla Władimira Lisina nie stanowi żadnego problemu.

Hutnik w szkockim zamku

52-letni biznesmen, właściciel i przewodniczący rady zarządu Nowolipieckiego Kombinatu Metalurgicznego (NKM), jest absolwentem Syberyjskiego Instytutu Metalurgicznego i doktorem nauk technicznych. Prowadzi zajęcia ze studentami i co roku rejestruje pokaźną liczbę patentów. Jest jednym z nielicznych przedsiębiorców w Rosji, który przeszedł przez wszystkie szczeble kariery zawodowej. Zaczynał pracę w zakładzie metalurgicznym Tulachermet jako hutnik, szybko awansując na zastępcę kierownika hali produkcyjnej.
Już w wieku 33 lat został wicedyrektorem kazachstańskiego kombinatu metalurgicznego w Karagandzie. Wówczas szefem tego przedsiębiorstwa był Oleg Soskowiec, który później w latach 90. pełnił funkcję ministra metalurgii i wicepremiera w rządzie Borysa Jelcyna. W ostatniej dekadzie XX wieku Lisin zetknął się także z innymi wpływowymi osobami, dzięki którym wszedł do świata biznesu stalowego. W branży uchodzi za zwolennika konsolidacji aktywów hutniczych.
Dzięki tym znajomościom biznesmen wszedł do rady dyrektorów kilku przedsiębiorstw hutniczych, między innymi zakładu aluminiowego w Nowokuźniecku, a także kombinatów metalurgicznych w Krasnojarsku, Nowolipiecku i Magnitogorsku. Mając kontrolę nad dużą częścią spółek stalowych i korzystając z kryzysu gospodarczego początku lat 90., Władimir Lisin przejął Nowolipiecki Kombinat Metalurgiczny.
W 1998 roku kandydatura Lisina była zgłoszona na stanowisko gubernatora obwodu lipieckiego, jednak przedsiębiorca nie zaangażował się w życie polityczne. Do dziś trzyma się z dala od polityki. Czas wolny woli spędzić w swoim klubie strzeleckim lub w XVI-wiecznym zamku w Szkocji, który kupił trzy lata temu. Posiadłość w hrabstwie Perthshire, która liczy 3,3 tys. akrów, kosztowała oligarchę 6,8 mln funtów.

Wolnoamerykanka…

Swój dobrobyt Władimir Lisin zawdzięcza przede wszystkim imperium metalurgicznemu, które od lat przynosi biznesmenowi zyski. Mimo wahających się cen na stal w 2007 roku, wyniki finansowe NKM były zadowalające. W ub.r. Nowolipiecki Kombinat Metalurgiczny wyprodukował ponad dziewięć mln ton stali. Przychody przedsiębiorstwa wzrosły o około 30 proc. do 7,72 mld dolarów, zaś zysk koncernu wyniósł około 2,25 mld dolarów.
Zdaniem Dmitrija Smolina, analityka funduszu Uralsib, koncern zyskuje dzięki zaopatrywaniu zakładów w surowce z własnych źródeł (ruda żelaza, złom). Na wartość aktywów Lisina składają się także inwestycje rosyjskiej firmy. Rok temu spółka z Nowolipiecka kupiła 50 proc. udziałów Winner Steel, amerykańskiej stalowni o mocy produkcyjnej 1,2 mln ton stali walcowanej rocznie. To wspólna transakcja rosyjskiego przedsiębiorstwa i szwajcarskiego Duferco, który jest partnerem strategicznym NKM. Szacuje się, że za amerykańskie aktywa inwestorzy zapłacili około 100 mln dolarów.
Aleksander Agibałow, dyrektor grupy inwestycyjnej AG Capital, na łamach dziennika “Kommiersant” tłumaczy, że jest to dobry kierunek inwestycyjny. Stalownia specjalizuje się w produkcji stali ocynkowanej używanej w przemyśle samochodowym i budowlanym.
Kupując ten zakład hutniczy, Nowolipiecki Kombinat Metalurgiczny wszedł w drogę potentatowi stalowemu – koncernowi ArcelorMittal. Spółka NKM i Duferco przekonała do siebie Esmark, koncern hutniczy, który został trzecim współwłaścicielem Winner Steel. A to ArcelorMittal był zainteresowany partnerstwem z Esmark. Hinduska spółka chciała sprzedać potencjalnemu partnerowi zakład hutniczy Weirton Steel. Jednak transakcja nie doszła do skutku, bo Esmark wszedł do rosyjsko-szwajcarskiego projektu.
NKM jest drugą rosyjską spółką stalową, która rozpoczęła ekspansję w Ameryce. Pierwszym koncernem, który ruszył na podbój tego rynku, jest Severstal. Ze względu na produkcję stali zajmuje on czwarte miejsce w tym kraju.

Na podbój świata

W tym roku NKM także planuje zwiększenie wyników finansowych. Menedżerowie spółki prognozują, że wzrost przychodów kombinatu metalurgicznego w 2008 roku sięgnie 60 proc. Będzie to możliwe między innymi dzięki konsolidacji Maksi Group, spółki hutniczej, której przychody w tym roku mogą wzrosnąć do około dwóch miliardów dolarów.
Władimir Lisin kupił to zadłużone przedsiębiorstwo pod koniec 2007 roku, płacąc za nie 600 mln dolarów. Maksi Group specjalizuje się w produkcji stali walcowanej i złomu. Planuje się, że do 2012 roku mocy produkcyjne tej spółki zostaną zwiększone do 12,5 mln ton stali i 11 mln ton stali walcowanej.
Konsolidacja tych aktywów okazała się korzystna dla obydwu stron. NKM zwiększył wpływy na rosyjskim rynku stalowym. Przedsiębiorstwo zaopatrzy również zakłady Władimira Lisina w złom, co przy rosnących cenach tego surowca stanowi duże wsparcie.
Z kolei Maksi Group, dzięki wsparciu inwestora, skupi się na zróżnicowaniu asortymentu produkcji. Planuje się, że zakłady hutnicze grupy rozpoczną produkcję rur na potrzebę przemysłu paliwowego. Na wzrost wyników finansowych spółki z Nowolipiecka może wpłynąć także korzystna decyzja Komisji Europejskiej, która zniosła cło na wwóz rosyjskiej stali transformatorowej na terytorium Europy.
Dziennik “Wiedomosti” podaje, że w pierwszym kwartale tego roku cena stali transformatorowej wyniosła 3,8 tys. dolarów za tonę. Podczas gdy dwa lata temu, w tym samym okresie, tona stali kosztowała 2,8 tys. dolarów. Koncern Władimira Lisina zajmuje około 62 proc. rosyjskiego rynku stali transformatorowej, zaś udział spółki w rynku światowym sięga 20 proc. Krajowe zapotrzebowanie na tego typu wyroby hutnicze nie jest duże. NKM dostarcza tam zaledwie 10 proc. całej swojej produkcji. Pozostała jej część trafi a do krajów europejskich i Chin.

Stal lubi pływać

Władimir Lisin inwestuje również w rozwój aktywów transportowych. Rosyjski biznesmen kontroluje holenderską spółkę transportową UCL Holdings (UCLH). Do portu w Sankt Petersburgu, który jest trzeci w Rosji pod względem przeładunku, a także portów w Tuapse i Taganrogu oligarcha dołączył port z terminalem przeładunkowym w Ust-Łudze. Kompleks transportowy położony na południowy zachód od Petersburga jest strategicznym węzłem handlowym. Szacuje się, że kupno tych aktywów kosztowało biznesmena około 400 mln dolarów.
Jewgienij Szago, szef działu analitycznego spółki ubezpieczeniowej Ingosstrakh Invest, powiedział dziennikowi “Kommiersant”, że choć ta kwota została ewidentnie zawyżona, port w Ust-Łudze jest przyszłościową inwestycją. Moc przeładunkowa tego terminalu wynosi trzy mln ton towarów rocznie. Ekspert zaznaczył także, że w najbliższych latach popyt na morskie usługi transportowe będzie nakręcał rozwój przemysłowy w zachodnio-północnym regionie Rosji.
- Strategią rozwoju UCLH jest konsolidacja aktywów transportowych, głównie transportu morskiego i kolejowego. Połączenie tych przedsiębiorstw ułatwia kontrolę nad nimi i wspomaga wprowadzenie wspólnej polityki rozwojowej – tłumaczy Michaił Sajno, analityk funduszu Broker Credit Service.
W strukturę NKM wchodzi także Independent Transport Company (ITC), spółka odpowiadająca za transport produkcji hutniczej w Rosji i za granicą. W 2007 roku ITC przetransportował około 51 mln ton surowców takich jak ruda, węgiel, koks, a także gotową produkcję hutniczą.

Lisin wydawca

Nieco odchodząc od przemysłu ciężkiego, któremu oligarcha poświęcił większość życia zawodowego, biznesmen zaangażował się także w działalność wydawniczą. 312 stron emocji, wspomnień i zachwytu przekazuje czytelnikowi album “Związek Radziecki: Obraz Życia. 1945-1985″ wydany przez grupę wydawniczą Agey Tomesh/WAM w ramach projektu Władimira Lisina. Autorzy albumu pokazują życie obywateli radzieckich, przedstawiając zdjęcia archiwalne (także z kolekcji prywatnych). Album zawiera między innymi zdjęcia okładek i artykuły takich gazet, jak “Ogoniok”, “Prawda”, “Ekran” i “Moda”, a także fotografi e gadżetów, które towarzyszyły Igrzyskom Olimpijskim w Moskwie 1980 roku.
“Książka otwiera przed czytelnikiem jeden z najbardziej interesujących momentów historii – pokazuje radziecki obraz życia, to znaczy warunki, w których tworzyła się nasza historia. W gruncie rzeczy podstawą wszystkich działań jest dążenie człowieka do zmian na lepsze” – napisał Lisin we wstępie do albumu. Jest to piąte wydanie serii “Z książek Władimira Lisina”. W 2006 roku zostały opublikowane prace poświęcone rosyjskiej karykaturze i ikonie prawosławnej.
Działalności edytorskiej biznesmen najwidoczniej nie podporządkowuje kryteriom zysku. Ostatnio pracuje nad projektem wydawniczym, który sam nazywa “socjalnym”, ponieważ nie przynosi on żadnych dochodów. Chodzi o wydawanie dziennika “Gazeta”. Lisin zaznacza, że chciałby tworzyć niezależne media i nie przejmuje się, że ta działalność nie jest dochodowa.

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.