Posts Tagged europa

Uniofrenia

Od kiedy tylko pojawiła się opcja wstąpienia Polski do UE, byłem tego gorącym zwolennikiem. Wierzyłem w to, że w grupie państw o dobrze zorganizowanych gospodarkach i rządach łatwiej będzie poprawiać sytuację gospodarczą naszego kraju. Niestety, nie przewidziałem tylko skutków ubocznych.

Generowanie nadmiarowych i często bzdurnych przepisów jest jednym z podstawowych działań wszelkich machin biurokratycznych, niezależnie od szczebla. Niestety nadmiarowość wydawanych przepisów rośnie wraz z położeniem “szczebla” w drabinie władzy. Trzeba bowiem pamiętać, iż naczelną zasadą, jaką kieruje się “władza”, jest: KONIECZNOŚĆ POTWIERDZENIA KONIECZNOŚCI ISTNIENIA. No bo mogłoby się zdarzyć, że mała ilość zarządzeń, ustaw, rozporządzeń i tym podobnych doprowadziłaby do powstania wśród rządzonych pytania: Po co nam władza, skoro nic nie robi?

Znając zacytowaną powyżej definicję, możemy łatwiej znieść ustaw(owe)iczne głupoty popełniane przy wydawaniu kolejnych zarządzeń. Jesteśmy uodpornieni, bo wiemy, że “oni” tak muszą.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby te “lapsusy” prawne sprowadzały się jedynie do “krzywizny banana” i ilości szczebli w drabinie. Można sobie wyobrazić, że gdzieś, na jakimś wyższym, niedostępnym przeciętnemu Kowalskiemu, poziomie abstrakcji, istnieje konieczność pomiarów długości i kąta ugięcia ogórka zielonego. Taki przepisy wydają się być stosunkowo mało szkodliwe i stosunkowo mocno śmieszne, więc przeciętny zjadacz chleba, który nie biega po markecie z kątomierzem, właściwie może się nimi nie przejmować.

Gorzej, kiedy przepisy powodują powstawanie pytań o ich zgodność z ogólnie przyjętą logiką. Tu dobrym przykładem jest sprzeciw Francji przeciwko polskim ogórkom kiszonym. No bo niby z jakiej racji sprzeciwia się ich dystrybucji – ze względu na sposób produkcji (według nich są to ogórki “popsute”) – kraj, który słynie ze sprzedawania “popsutych” serów. Kiedy zaczynamy się przyglądać takim przepisom, zaczyna rodzić się niechęć do innych członków wspólnoty europejskiej i pojawia się podejrzliwość w stosunku do forsowanych przez nich zapisów formalnych.

Natomiast klinicznym objawem tytułowej “uniofrenii” jest to, co dało się zaobserwować w dziedzinie rybołówstwa. No bo jak inaczej, niż schizofrenią na poziomie unijnym, można nazwać sytuację, jakiej świadkiem byłem kilka dni temu na jednym z kanałów telewizyjnych.

Najpierw w newsach pojawił się kilkuminutowy reportaż o tym, że gospodarka morska jest nadmiernie rabunkowa, że należy dbać o zasoby morskie, że należy pilnować limitów, w związku z czym wprowadzony zostaje zakaz połowu dorszy przez polskich rybaków do końca roku. Nadmierna eksploatacja może doprowadzić do zniszczenia ekosystemów morskich, to fakt, ale dlaczego polscy rybacy mają zakaz? A inni?

Ale to dopiero początek rozdwojenia jaźni. Tuż po podaniu informacji o wprowadzeniu ograniczeń połowowych, nastąpiła przerwa na reklamy. I tu moim zdziwionym oczom ukazała się pani, która w swojej łazience pod prysznicem odkrywa rybę, która “wpływa na wszystko” – w przypadku tej pani, na wzrok. Zadaniem tej reklamy jest… nakłanianie Polaków do zwiększenia konsumpcji ryb. Co więcej, z drobnych napisów na dole ekranu uważny widz może się dowiedzieć, że ogląda tą reklamę dzięki środkom… tak, tak, nie mylicie się drodzy Czytelnicy, dzięki środkom Unii Europejskiej. Hurra!!

No i tu pojawia się poważne pytanie: to jak na prawdę jest? jemy za mało ryb? łowimy za dużo? ktoś podprowadza po drodze te ryby? A może problem polega na tym, że jemy za mało ryb złowionych przez niemieckich rybaków? A może przez francuskich?

I kiedy już nie znajdziemy odpowiedzi na powyższe pytania, bo ich znaleźć nie można, to zaczniemy sobie zadawać całkiem nowe: czy na pewno “strzałka ugięcia ogórka” jest jedynie śmiesznym przepisem? czy przypadkiem “wyższy poziom abstrakcji” nie leży w kieszeniach właścicieli wielkich korporacji?

interia.pl

Dodaj komentarz

Moskwa: Dwaj jezuici brutalnie zamordowani

Dwaj katoliccy księża z zakonu jezuitów zostali brutalnie zamordowani w Moskwie – poinformował sekretarz generalny Rosyjskiej Konferencji Biskupów, ksiądz Igor Kowalewski.

Dodał, że jeden z zabitych był obywatelem rosyjskim, drugi – ekwadorskim.

Ksiądz Kowalewski powiedział, że ciała obu duchownych znaleziono we wtorek wieczorem w zajmowanym przez nich mieszkaniu w centrum Moskwy; zmarli od licznych ran zadanych ostrym narzędziem.Rzecznik moskiewskiej milicji Maksim Kołoswietow powiedział, że wszczęto śledztwo. Odmówił spekulacji na temat możliwych przyczyn zabójstwa i podania dalszych szczegółów.

interia.pl

Dodaj komentarz

Gazociąg: Za astronomiczne koszty zapłacą klienci

Obecny kryzys finansowy na świecie jeszcze mocniej postawił pod znakiem zapytania ekonomiczny sens inwestowania w rosyjsko-niemiecki gazociąg pod Bałtykiem – pisze w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

Budowa się opóźnia, a trasa jest ciągle zmieniana, bo protestują Szwedzi i Finowie. Obawiają się, że inwestycja spowoduje szkody ekologiczne na Bałtyku.

Tymczasem przez trzy lata projektowania koszty gazociągu już się podwoiły i sięgają 14 mld dol. To tylko przymiarki, bo pełnego rachunku za wszystkie instalacje Nord Stream nie ujawniono. Za astronomiczne koszty podmorskiej rury klienci w UE zapłacą wyższymi rachunkami za gaz.Zdaniem publicysty, jest jeszcze czas, by wycofać się z tego projektu. Budowa nowego gazociągu z Rosji do Europy będzie tańsza i mniej ryzykowna dla środowiska, jeżeli ułoży się go na lądzie zamiast pod dnem Bałtyku. – Taką propozycję od trzech lat zgłaszają kolejne polskie rządy – akcentuje w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

interia.pl

Dodaj komentarz

Uszkodzony LHC pomogą naprawić Polacy

Ekipa inżynierów z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie pojedzie do ośrodka Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN pod Genewą. Pomogą naprawić uszkodzenia w akceleratorze LHC – poinformował dyrektor instytutu prof. Marek Jeżabek.

We wtorek w CERN uroczyście zainaugurowano działalność LHC, mimo że akcelerator, zanim zacznie pracować, musi przejść naprawy i konserwację. Uruchomienie instalacji planowane jest w przyszłym roku.

Jak powiedział Jeżabek, zadaniem polskiego zespołu będzie m.in. naprawa wadliwego połączenia elektrycznego między elektromagnesami w akceleratorze. Połączenie to nie wytrzymało próby z użyciem prądu o natężeniu ok. 8750 amperów. Okablowanie stopiło się, powodując rozszczelnienie instalacji chłodzącej elektromagnesy. Konsekwencją tego było wydostanie się do podziemnego betonowego tunelu, w którym znajduje się akcelerator, ok. dwóch ton helu. CERN poinformowała, że systemy bezpieczeństwa zadziałały poprawnie i nikt z obsługi instalacji nie był zagrożony.

Naprawa awarii nie jest jednak głównym zadaniem polskich inżynierów. W kolejnych latach będą oni dbać o sprawność połączeń elektrycznych w instalacji

- Podpisaliśmy z szefem zespołu pracującego przy LHC Lynem Evansem list intencyjny. Kilkunastu ludzi będzie co roku pracowało przy konserwacji połączeń elektrycznych między magnesami. Będą pracować od początku stycznia do końca marca, kiedy w CERN są tzw. planowane zamknięcia akceleratora w celach konserwacyjnych – powiedział Jeżabek.

Jak zaznaczył, rozmowy o kontrakcie na okresową konserwację połączeń elektrycznych w LHC trwały od lipca, kiedy nikt nie przypuszczał, że dojdzie do awarii.

- Awaria oznacza tyle, że nasi ludzie pojadą tam wcześniej, na początku grudnia – dodał.

Polscy inżynierowie, jak podkreślił Jeżabek, zostali zaangażowani, bo brali już udział w kontrolach jakości części instalacji elektrycznej przy budowie LHC i ich profesjonalizm zrobił wrażenie na kierownictwie zespołu LHC.

- Przez ostatnie trzy lata były w CERN dwie ekipy. Średnio to było 40 ludzi. Łącznie przez ośrodek przewinęło się ponad 100 inżynierów i techników z IFJ PAN oraz z Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej AGH w Krakowie – mówił dyrektor IFJ.

Jak dodał, nie są to jedyne nowatorskie przedsięwzięcia, w które IFJ się angażuje. Fizycy i inżynierowie z instytutu mają uczestniczyć w budowie urządzenia o nazwie stellarator na potrzeby badań nad fuzją termojądrową. – To jest urządzenie, w którym ma być wytwarzana plazma do fuzji termojądrowej – tłumaczył.

Urządzenie to będą budowali specjaliści z CERN, którzy nawiązali współpracę z europejskim programem badań na rzecz energetyki termojądrowej – ITER (International Thermonuclear Experimental Reactor).

interia.pl

Dodaj komentarz

Kryzys finansowy ocali Wielką Brytanię?

Globalny kryzys finansowy, który dotknął też Wielką Brytanię, może mieć w pewnym sensie pozytywne skutki dla tego państwa. Chociaż na pewno część Szkotów uważa inaczej…

Co przyniósł Brytyjczykom “credit crunch” – kryzys finansowy, o którym codziennie jest głośno w każdych wiadomościach, na czołówkach gazet czy w codziennych rozmowach? Oczywiście – wzrost cen, wyższe rachunki za prąd czy gaz, groźbę rosnącego bezrobocia… Wszystko to sprawia, że przeciętny Brytyjczyk, przyzwyczajony do dobrobytu codziennego życia – bo ostatni finansowy dołek Wyspy przechodziły przecież na początku lat dziewięćdziesiątych – może poczuć się zestresowany.

Na pewno będzie jeszcze bardziej zestresowany, kiedy będzie Szkotem, marzącym o niepodległym państwie. Bo wiele wskazuje na to, że Szkocja musi na razie chyba odłożyć na półkę plany swej niepodległości.

Co prawda jeden z najsłynniejszych synów szkockiej ziemi, Sean Connery zapewnił, że wierzy święcie, iż jeszcze za jego życia Szkocja odzyska niepodległość utraconą w 1707 roku. Wielki aktor ma 77 lat i trudno mu w tym momencie odmówić wielkiego optymizmu. Bo chociaż lider rządzącej w Edynburgu Szkockiej Partii Narodowej Alex Salmond zapowiada, że referendum niepodległościowe przeprowadzone zostanie w 2010 roku, to jednak życie zaczyna pisać inny scenariusz dla kraju bitnych górali. Piękne plany zaczyna bowiem burzyć kryzys finansów. A ciosem w serce dla szkockiego snu o niepodległości jest to, co stało się z symbolami szkockiej bankowości – Royal Bank of Scotland upadłby z wielkim hukiem, gdyby nie finansowa pomoc rządu w Londynie, który wstrzyknął w RBS miliardy funtów pochodzące z podatków wszystkich Brytyjczyków. Przypomniał o tym niedawno na łamach “The Times” publicysta tej gazety Magnus Linklater, zauważając, że w ten właśnie sposób zawalił się jeden z dwóch fundamentów planu szkockiej niepodległości – silny i stabilny system bankowy.

Drugi również chwieje się niepokojąco. Szkoci, marząc o niepodległości, planowali, że w krótkim czasie osiągną podobnie mocną sytuacje ekonomiczną co Norwegia – źródłem dobrobytu miałaby być ropa z Morza Północnego – ale w sytuacji, gdy globalnej gospodarce grozi recesja, trudno liczyć na wysokie ceny ropy na światowych rynkach. W takiej sytuacji Szkocji jako niepodległemu państwu bardziej zagrażałaby wizja bankrutującej Islandii niż całkiem nieźle prosperującej – dzięki zgromadzonemu przez dekady kapitałowi – Norwegii.

Obserwatorzy uważają jednak, że przeciętny Szkot zadowolony jest z tego poziomu autonomii, jaki ma ich kraj w teraz – własny rząd, parlament, niezależność w wielu sprawach od Londynu, możliwość zmieniania wysokości podatków – a być może pragnąłby jedynie jeszcze więcej samorządności. Pytanie: jaka byłaby decyzja, kiedy kolejne powiększenie samorządności oznaczałoby krok w niepodległość? “Cudowny lek” na wszelkie kłopoty mógłby okazać się zabójczą trucizną, a zerwanie wszelkich związków z Koroną, po to, by z czasem budować na nowo chociażby relacje gospodarcze, mogłoby się okazać zadaniem ponad miarę.

Wielu komentatorów uważa więc, że hasła o szkockiej niepodległości są wykorzystywane cynicznie przez polityków tylko po to, by zbudować swą popularność i sięgnąć po władzę. Żeby było ciekawej, niezrażony niczym Salmond odpowiedział polemicznym tekstem na zarzuty w “Timesie”, uznając wszelkie przedstawione zagrożenia dla planów szkockiej niepodległości jako unionistyczne ataki, pozbawione realnych podstaw, a służące jedynie wzbudzaniu lęków. Cały czas wierzy, że przed Szkocją rysuje się droga drugiej Norwegii.

Czas pokaże, w co uwierzy szkockie społeczeństwo.

interia.pl

Dodaj komentarz

Kiszczak i Kania na czele gangu?

Śledczy warszawskiego oddziału IPN sprawdzają, czy peerelowscy dygnitarze mogli stać za porwaniami, pobiciami i zabójstwami popełnianymi przez milicjantów i esbeków – informuje “Dziennik”.

Śledztwo prowadzi trzech prokuratorów. Badają okres od 28 listopada 1956 roku do 31 grudnia 1989 roku. W tych latach – pisze gazeta – w warszawskich strukturach MSW miał działać nieformalny związek, w skład którego wchodzili funkcjonariusze byłej Służby Bezpieczeństwa. Kierowały nim osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe.

Na razie postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom. Zdaniem “Dziennika” jest jednak pewne, że zarzuty raczej nie ominą byłego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka. Mogą zostać także postawione byłemu I sekretarzowi KC PZPR Stanisławowi Kani.
Jeśli prokuratorzy doprowadziliby do aktu oskarżenia, ci byli peerelowscy dygnitarze mieliby już drugi proces o udział w związku przestępczym. Obaj bowiem są sądzeni jako autorzy stanu wojennego.

Śledztwo obejmuje blisko 50 wątków. Ma za zadanie wyjaśnić m.in okoliczności śmierci księży Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca i Stefana Niedzielaka czy próbę otrucia Anny Walentynowicz. Badana są także okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

interia.pl

Dodaj komentarz

Kompromitacja Portugalii

Portugalia zaledwie zremisowała w Bradze z Albanią 0:0 w meczu grupy 1. eliminacji piłkarskich mistrzostw świata.

Portugalia nie potrafiła ograć Albańczyków, mimo że od 42. minuty, po czerwonej kartce dla Beqiriego Teliego, grała w liczebnej przewadze. Portugalczycy w czterech meczach zgromadzili pięć punktów, a ostatnich rywali wyprzedzają jedynie lepszą różnicą bramek. W tabeli grupy 1. prowadzi Dania, która ma siedem punktów, a w środę pauzowała.

Węgrzy wykonali w ostatnich dniach plan narzucony przez selekcjonera Erwina Koemana w stu procentach. W sobotę pewnie pokonali Albanię, natomiast w środę zdołali odnieść skromne jednobramkowe zwycięstwo na Malcie i w ten sposób zainkasowali 6 punktów.

Jedynego gola zdobył jeden z bohaterów poprzedniego meczu Sandor Torghelle, a uczynił to w 23. minucie. “Madziarowie” dzięki temu zwycięstwu awansowali na 2. miejsce w grupie 1. eliminacji do Mundialu w RPA. Maltańczycy nie tylko nie zdobyli jeszcze punktu, ale na dodatek nie strzelili do tej pory bramki, tracąc za to ich aż 11.

Grupa 1.

Portugalia – Albania 0:0 (0:0)

Sędziował: Knut Kircher (Niemcy).

Czerwoną kartkę w drużynie Albanii dostał w 42. minucie Admir Teli.

Portugalia: Quim; Bruno Alves, Paulo Ferreira, Miguel (75. Nuno Gomes), Pepe; Joao Moutinho (55. Ricardo Quaresma), Manuel Fernandes, Raul Meireles; Danny (55. Nani), Hugo Almeida, Cristiano Ronaldo.

Albania: Arian Beqaj, Ervin Bulku, Elvin Beqiri (24. Admir Teli), Kristi Vangjeli, Lorik Cana, Debatik Curri, Klodian Duro (77. Besart Berisha), Amsi Agolli, Ervin Skela, Altin Lala, Erion Bogdani (46 Endri Vrapi).

Malta – Węgry 0:1 (0:1)

Bramki: Sandor Torghelle (23.). Sędzia: Johannes Valgeirsson (Islandia).

Malta: Justin Haber, Jonathan Caruana (35. Roderick Briffa), Etienne Barbara (78. Udochukwu Nwoko), Luke Dimech, Michael Mifsud, Ivan Woods, Andre Schembri, Terence Scerri (63. Gilbert Agius), Aaron Xuereb, Shaun Bajada, Jamie Pace.

Węgry: Marton Fulop, Laszlo Bodnar, Vilmos Vanczak, Roland Juhasz, Boldiszar Bodor, Peter Halmosi, Balazs Dzsudzsak (70. Akos Buzsaky), Pal Dardai (86. Balazs Toth), Sandor Torghelle, Zoltan Gera, Szabolcs Huszti.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

Ropa już o 50 proc. tańsza!

Ropa naftowa nadal tanieje na rynkach paliw i jest obecnie już o ponad 50 procent tańsza od lipcowego rekordu w Nowym Jorku, gdy za baryłkę płacono 147,27 USD – podają maklerzy.

Powodem dalszych spadków notowań surowca jest pogorszenie się nastrojów na giełdach akcji i mocne zniżki indeksów wywołane obawami o globalne spowolnienie gospodarcze. Baryłka lekkiej ropy WTI kosztuje w czwartek rano na NYMEX w Nowym Jorku w handlu elektronicznym już tylko 72,10 USD, po spadku ceny o 2,44 USD, czyli 3,3 proc.

To najniższa cena WTI od 29 sierpnia 2007 r. W środę ropa staniała o ponad 4 USD, czyli 5,2 proc., do 74,54 USD/b na zamknięciu handlu. Rok do roku ceny ropy są już niższe o 18 proc.OPEC tnie prognozy na ropę w 2009 roku

Przedstawiciele OPEC, czyli Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową, obniżyli po raz kolejny prognozy popytu na ropę w 2009 roku. Grupa 13 państw obniżyła prognozę średniego zużycia ropy w przyszłym roku o 450.000 baryłek, lub 0,5 proc., do 87,21 mln baryłek dziennie. Jednocześnie OPEC obniżył prognozy średniego zużycia ropy pochodzącej z krajów kartelu o 190.000 baryłek, lub 0,6 proc., do 31,14 mln baryłek dziennie w 2009 roku. OPEC wyraża obawy, iż najgorszy kryzys finansowy od lat 30. XX wieku doprowadzi do globalnej recesji, co odbije się negatywnie na popycie na ropę. 18 listopada odbędzie się nadzwyczajne spotkanie państw OPEC. Obserwatorzy spodziewają się decyzji o zmniejszeniu wydobycia ropy o 500.000 baryłek dziennie.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

Sikorski: Europa nie wie, z kim ma do czynienia

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski powiedział, że prezydent przyjeżdżając na szczyt UE stworzył wrażenie, że Polska ma dwie polityki zagraniczne. Jego zdaniem to “niedopuszczalne”, że prezydent chce podejmować decyzje w imieniu rządu.

- Europa nie wie, z kim ma do czynienia – powiedział Sikorski szukaj dziennikarzom, tuż po rozpoczęciu szczytu.

Ponadto minister zagroził zawetowaniem wniosków końcowych ze szczytu, jeśli polskie postulaty w sprawie pakietu klimatyczno- energetycznego nie zostaną spełnione.- Prezydent nam znacznie utrudnił zadanie, bo stworzył rzeczywistość, w której nasi partnerzy nie mają jasności co do jednolitego stanowiska Polski. Polska nie może mieć dwóch polityk zagranicznych, a w tej chwili wygląda na to, że ma, bo stanowisko prezydenta w szeregu kluczowych spraw jest przeciwne do tego, jakie ma rząd – mówił Sikorski.

Jak podkreślił, prezydent “ustanowił siebie jako prezydenta opozycyjnego wobec rządu, a tutaj chce w imieniu rządu przemawiać i podejmować decyzje”. – To jest niedopuszczalne – uznał.

Na sali po rozpoczęciu sesji Rady Europejskiej pozostali premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński, ministrowie finansów i spraw zagranicznych opuścili salę.

- Jesteśmy dżentelmenami. Kiedy prezydent przyszedł, wyszliśmy z sali – powiedział dziennikarzom Rostowski.

- Prezydent ma precedencję protokolarną przed panem premierem, przede mną. I tak jak powiedział minister finansów: jesteśmy dżentelmenami, nie będziemy się szarpać – dodał Sikorski.

W nieoficjalnych rozmowach ze strony rządowej można było usłyszeć, że prezydent “walczył o krzesło”. – To obciach. Trzeba tę sprawę rozstrzygnąć raz na zawsze, niech zrobi to Trybunał Konstytucyjny – powiedział jeden z polskich polityków.

Minister finansów podkreślił, że w składzie delegacji jest premier, minister finansów i szef MSZ, ale – jak mówił – prezydent “uważa się za szefa delegacji”.

Sikorski mówiąc o rozmowach dotyczących pakietu klimatyczno- energetycznego tłumaczył, że “gramy o to, aby odwrócić decyzje z wiosny 2007 roku, które naraziłyby naszą gospodarkę na olbrzymie straty”.

- To jest pokerowa, koronkowa gra, w której Polska jest gotowa zgłosić weto. Weto, jeśli nastąpiłyby próby narzucenia nam przymusu osiągnięcia porozumienia w sprawie pakietu klimatycznego już w przyszłym miesiącu. Na to się po prostu nie godzimy – powiedział.

Sikorski dopytywany wyjaśnił, że chodzi o weto do wniosków końcowych szczytu, w których miałaby być określona “data przyjęcia ostatecznych technicznych rozwiązań”.

Rostowski nie zgodził się z oceną, że prezydent wygrał batalię o udział w szczycie. – Jeśli tylko o to mu chodziło, żeby usiąść na tym krześle, to oczywiście tak. Ale jeśli chodziło mu o to, a zakładam, że jednak gdzieś o to może mu chodziło, żeby polityka polska w UE była wzmocniona, to nie wygrał, tylko przegrał ze stratą dla Polski – powiedział.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

“Śmierć papieża w zamachu zmieniłaby losy świata”

Włoski eurodeputowany polskiego pochodzenia Jaś Gawroński powiedział dziś, że wspominając 30. rocznicę wyboru Jana Pawła II należy uświadomić sobie, jak tragiczne konsekwencje dla przyszłości Kościoła, świata i Polski miałaby śmierć papieża w zamachu z 13 maja 1981 roku.

- Na świecie przerwany zostałby nurt wpływów Kościoła katolickiego, który Karol Wojtyła uruchomił swoim urokiem i umieszczeniem człowieka w centrum swej posługi, identyfikując się w ten sposób z narodami całego świata – podkreślił Gawroński, który w 1988 roku przeprowadził wywiad z polskim papieżem dla dziennika “La Stampa”.

Zdaniem Gawrońskiego niesłychanie rozległe byłyby polityczne konsekwencje zabicia Jana Pawła II. – W Europie zabrakłoby jedynego lidera, także politycznego, na którego inni politycy patrzyli, gdy potrzebowali inspiracji, mediacji, idei, programu, wykraczającego poza codzienne potrzeby – powiedział eurodeputowany.

- W Polsce zaś działalność “Solidarności” zastałaby zahamowana, a komunizm upadłby znacznie, znacznie później – podkreślił Gawroński.

INTERIA.PL

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »