Posts Tagged banki

Po ile wymienią nam złotego?

Polska może wejść do strefy euro po kursie 3,4-3,5 zł za euro – szacuje ekonomista dr Ryszard Petru.

Zdaniem wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, obecny kurs złotego (3,63 zł/euro ) jest bliższy temu, który byłby korzystny dla gospodarki przy wejściu do strefy euro. “Taki kurs dawałby dobre szanse na eksport do krajów Unii Europejskiej, a także na eksport w skali globalnej naszych produktów” – powiedział w środę dziennikarzom Pawlak. “Przy obecnej zmienności na rynkach finansowych nie jesteśmy w stanie cokolwiek powiedzieć na temat kursów. Trzeba przyjąć, że do ERM2 wejdziemy po kursie mocniejszym z punktu widzenia euro, moim zdaniem, 3,4-3,5 zł za euro, a potem w ramach tego systemu złoty będzie umacniał się do 3,1-3,2 zł za euro” – szacuje Petru.

“Trzeba mieć świadomość, że wraz z upływem czasu, w wyniku zawirowań na rynkach światowych, złotówka będzie się umacniała. M.in. dlatego, że mamy znacznie większą wydajność niż w krajach Unii Europejskiej” – powiedział ekonomista. “Politycy wypowiadając się na temat właściwego kursu, po którym Polska mogłaby wejść do strefy euro, muszą brać pod uwagę zarówno eksporterów, jak i importerów. Należy uwzględnić również tych, którzy zaciągnęli kredyty we frankach szwajcarskich” – dodał.est jeszcze za wcześnie, by ustalać kurs złotego, przy którym Polska będzie wchodziła do strefy euro – powiedziała w środę ekonomistka PKPP Lewiatan Małgorzata Krzysztoszek. “W latach 2011-2012 warunki gospodarcze będą inne niż obecnie i dlatego bardzo trudno jest definiować ten poziom dzisiaj” – powiedziała.

W środę wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak powiedział dziennikarzom, że obecny kurs złotego (3,63 zł/euro średni kurs NBP ) jest bliższy temu, który byłby korzystny dla gospodarki przy wejściu do strefy euro. Zdaniem Krzysztoszek, wicepremier nie wskazał kursu, przy którym powinniśmy wchodzić do euro, a jedynie stwierdził, że dla eksporterów korzystniejszy byłby słabszy, niż mocniejszy, kurs złotego względem euro. “Taki kurs dawałby większe szanse na eksport do krajów UE, a także na eksport w skali globalnej naszych produktów” – dodał Pawlak.

Z powodu bardzo dużej zmienności rynku walutowego, na razie jest za wcześnie, aby mówić o kursie, po jakim Polska mogłaby wejść do strefy euro – uważa ekonomista Deutsche Banku Arkadiusz Krześniak.

“Wydaje się, że kursy sprzed kilku miesięcy w obecnych warunkach rynkowych nie są kursami równowagi” – powiedział Krześniak. Zdaniem wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, obecny kurs złotego (3,63 zł/euro wg średniego kursu NBP) jest bliższy temu, który byłby korzystny dla gospodarki przy wejściu do strefy euro. “Taki kurs dawałby dobre szanse na eksport do krajów Unii Europejskiej, a także na eksport w skali globalnej naszych produktów” – powiedział w środę dziennikarzom Pawlak.

Krześniak prognozuje jednak, że kurs po którym nasz kraj mógłby wejść do strefy euro, to 3,4-3,5 zł za euro.

“Nadchodzące kwartały powinny przynieść więcej informacji na temat tego, jaki powinien być kurs wejścia do strefy euro. W obecnej sytuacji, kiedy Polska nie jest jeszcze w systemie ERM2, prognozowanie konkretnych poziomów jest utrudnione” – powiedział.

Jego zdaniem, “odnośnikiem dla parytetu wymiany będzie na pewno centralny parytet w ERM2″.

Główny ekonomista Business Centre Club, prof. Stanisław Gomułka uważa, że aby w 2010 r. Polska mogła spełnić kryteria związane z wprowadzeniem euro, może być konieczne podniesienie podatków. “Ktokolwiek będzie premierem, ktokolwiek będzie sprawował rządy, to myślę, że będzie zabiegał o to, żeby jednak spełnić w 2010 r. kryteria z Maastricht” – podkreślił Gomułka podczas środowego spotkania z dziennikarzami.

Dlatego – jak ocenił profesor – rząd użyje wszystkich środków, w tym także ewentualnego podniesienia podatków, by zostały spełnione kryteria z Maastricht. Kryteria z Maastricht stanowią, że inflacja nie może być wyższa niż 1,5 pkt proc. od średniej stopy inflacji w trzech krajach UE, gdzie inflacja była najniższa.

Długoterminowe stopy procentowe nie mogą przekraczać więcej niż o 2 pkt proc. średniej stóp procentowych w trzech krajach UE o najniższej inflacji. Ponadto dług publiczny nie może przekraczać 60 proc. PKB, a deficyt budżetowy – 3 proc. PKB. Moment wejścia do strefy euro poprzedza uczestnictwo w mechanizmie ERM2, gdy przez dwa lata dana waluta jest już związana z euro, a jej kurs może się wahać w stosunku do euro tylko o plus/minus 15 proc.

interia.pl

Dodaj komentarz

Gazociąg: Za astronomiczne koszty zapłacą klienci

Obecny kryzys finansowy na świecie jeszcze mocniej postawił pod znakiem zapytania ekonomiczny sens inwestowania w rosyjsko-niemiecki gazociąg pod Bałtykiem – pisze w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

Budowa się opóźnia, a trasa jest ciągle zmieniana, bo protestują Szwedzi i Finowie. Obawiają się, że inwestycja spowoduje szkody ekologiczne na Bałtyku.

Tymczasem przez trzy lata projektowania koszty gazociągu już się podwoiły i sięgają 14 mld dol. To tylko przymiarki, bo pełnego rachunku za wszystkie instalacje Nord Stream nie ujawniono. Za astronomiczne koszty podmorskiej rury klienci w UE zapłacą wyższymi rachunkami za gaz.Zdaniem publicysty, jest jeszcze czas, by wycofać się z tego projektu. Budowa nowego gazociągu z Rosji do Europy będzie tańsza i mniej ryzykowna dla środowiska, jeżeli ułoży się go na lądzie zamiast pod dnem Bałtyku. – Taką propozycję od trzech lat zgłaszają kolejne polskie rządy – akcentuje w “Gazecie Wyborczej” Andrzej Kublik.

interia.pl

Dodaj komentarz

Kryzys finansowy ocali Wielką Brytanię?

Globalny kryzys finansowy, który dotknął też Wielką Brytanię, może mieć w pewnym sensie pozytywne skutki dla tego państwa. Chociaż na pewno część Szkotów uważa inaczej…

Co przyniósł Brytyjczykom “credit crunch” – kryzys finansowy, o którym codziennie jest głośno w każdych wiadomościach, na czołówkach gazet czy w codziennych rozmowach? Oczywiście – wzrost cen, wyższe rachunki za prąd czy gaz, groźbę rosnącego bezrobocia… Wszystko to sprawia, że przeciętny Brytyjczyk, przyzwyczajony do dobrobytu codziennego życia – bo ostatni finansowy dołek Wyspy przechodziły przecież na początku lat dziewięćdziesiątych – może poczuć się zestresowany.

Na pewno będzie jeszcze bardziej zestresowany, kiedy będzie Szkotem, marzącym o niepodległym państwie. Bo wiele wskazuje na to, że Szkocja musi na razie chyba odłożyć na półkę plany swej niepodległości.

Co prawda jeden z najsłynniejszych synów szkockiej ziemi, Sean Connery zapewnił, że wierzy święcie, iż jeszcze za jego życia Szkocja odzyska niepodległość utraconą w 1707 roku. Wielki aktor ma 77 lat i trudno mu w tym momencie odmówić wielkiego optymizmu. Bo chociaż lider rządzącej w Edynburgu Szkockiej Partii Narodowej Alex Salmond zapowiada, że referendum niepodległościowe przeprowadzone zostanie w 2010 roku, to jednak życie zaczyna pisać inny scenariusz dla kraju bitnych górali. Piękne plany zaczyna bowiem burzyć kryzys finansów. A ciosem w serce dla szkockiego snu o niepodległości jest to, co stało się z symbolami szkockiej bankowości – Royal Bank of Scotland upadłby z wielkim hukiem, gdyby nie finansowa pomoc rządu w Londynie, który wstrzyknął w RBS miliardy funtów pochodzące z podatków wszystkich Brytyjczyków. Przypomniał o tym niedawno na łamach “The Times” publicysta tej gazety Magnus Linklater, zauważając, że w ten właśnie sposób zawalił się jeden z dwóch fundamentów planu szkockiej niepodległości – silny i stabilny system bankowy.

Drugi również chwieje się niepokojąco. Szkoci, marząc o niepodległości, planowali, że w krótkim czasie osiągną podobnie mocną sytuacje ekonomiczną co Norwegia – źródłem dobrobytu miałaby być ropa z Morza Północnego – ale w sytuacji, gdy globalnej gospodarce grozi recesja, trudno liczyć na wysokie ceny ropy na światowych rynkach. W takiej sytuacji Szkocji jako niepodległemu państwu bardziej zagrażałaby wizja bankrutującej Islandii niż całkiem nieźle prosperującej – dzięki zgromadzonemu przez dekady kapitałowi – Norwegii.

Obserwatorzy uważają jednak, że przeciętny Szkot zadowolony jest z tego poziomu autonomii, jaki ma ich kraj w teraz – własny rząd, parlament, niezależność w wielu sprawach od Londynu, możliwość zmieniania wysokości podatków – a być może pragnąłby jedynie jeszcze więcej samorządności. Pytanie: jaka byłaby decyzja, kiedy kolejne powiększenie samorządności oznaczałoby krok w niepodległość? “Cudowny lek” na wszelkie kłopoty mógłby okazać się zabójczą trucizną, a zerwanie wszelkich związków z Koroną, po to, by z czasem budować na nowo chociażby relacje gospodarcze, mogłoby się okazać zadaniem ponad miarę.

Wielu komentatorów uważa więc, że hasła o szkockiej niepodległości są wykorzystywane cynicznie przez polityków tylko po to, by zbudować swą popularność i sięgnąć po władzę. Żeby było ciekawej, niezrażony niczym Salmond odpowiedział polemicznym tekstem na zarzuty w “Timesie”, uznając wszelkie przedstawione zagrożenia dla planów szkockiej niepodległości jako unionistyczne ataki, pozbawione realnych podstaw, a służące jedynie wzbudzaniu lęków. Cały czas wierzy, że przed Szkocją rysuje się droga drugiej Norwegii.

Czas pokaże, w co uwierzy szkockie społeczeństwo.

interia.pl

Dodaj komentarz

MG:Uderzą w złotego

niżką do 3,24 zł względem euro zareagował kurs naszej waluty na wypowiedzi wicepremiera Waldemara Pawlaka dotyczące tego, że jest dobry czas, by zacząć rozmawiać o wykorzystaniu mechanizmów pozwalających ograniczyć aprecjację złotego.

Analitycy twierdzą jednak, że słowa Waldemara Pawlaka są raczej pretekstem, który trafił na podatny grunt, niż bezpośrednią przyczyną wczorajszego osłabienia się złotego. Tym bardziej że to nie pierwsze tego typu wypowiedzi wicepremiera. A podatny grunt to trudna do przebicia cena euro na poziomie 3,20 proc., co skutkuje wyzbywaniem się złotych z portfeli przez tych, którzy spekulacyjnie kupowali je jeszcze miesiąc temu. To także powrót inwestorów do dolara na świecie i jednoczesny odwrót od rynków wschodzących, na których widzą spowolnienie gospodarcze – to z kolei skutkuje osłabianiem się większości walut w naszym regionie. Tym samym część ekspertów przyznaje, że ostatnie dni wzrostu kursu EUR/PLN i USD/PLN to zapowiedź odwrócenia trwającego od kilkunastu miesięcy trendu aprecjacji złotego.

Parkiet

Dodaj komentarz

BIK mówi ze rosną obawy

Biuro Informacji Kredytowej udostępniło bankom w lipcu 2008 roku 1,64 mln raportów kredytowych i monitorujących, czyli o 27,5 proc. więcej niż rok wcześniej – poinformował Departament Marketingu BIK.

W I kwartale 2008 roku sprzedano 4,8 mln raportów, czyli o 52,9 proc. więcej niż rok wcześniej, natomiast w II kwartale 5,14 mln, czyli o 32,8 proc. niż w analogicznym okresie 2007 roku. Łącznie w okresie od stycznia do końca lipca BIK wydał 11,58 mln takich raportów, czyli o 39,6 proc. więcej niż rok wcześniej.

BIK podało także, że w lipcu 2008 roku wydało bankom 609,5 tys. ocen punktowych klientów indywidualnych, czyli o 40,7 proc. więcej niż rok wcześniej. W I kwartale wydano bankom 1,34 mln takich ocen, czyli o 11,2 proc. więcej niż rok wcześniej, a w II kwartale 1,64 mln, o 39,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2007 roku. Oceny punktowe (ang. scoring) są nadawane osobom fizycznym w celu oceny ich ryzyka kredytowego. Biuro Informacji Kredytowej gromadzi, przetwarza i dystrybuuje dane, w formie raportów kredytowych, o historii kredytowej klientów indywidualnych banków. W 2007 roku BIK udostępnił ponad 15 mln raportów. (interia.pl)

Dodaj komentarz

Aresztowano 25 hakerów

Policja kolumbijska poinformowała o aresztowaniu 25 hakerów, podejrzanych o kradzież przez internet z kont bankowych 6,2 mld pesos kolumbijskich (3,4 mln dolarów).

Ukazujący się w Bogocie dziennik “El Tiempo” pisze, powołując się na źródła sądowe i policyjne, o rozbiciu i unieszkodliwieniu sieci składającej się z młodych i bardzo uzdolnionych piratów informatycznych. 

Hakerzy działali w mieście Antioquia w północno-wschodniej Kolumbii. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zdołali wykraść z różnych banków i przesłać ogromne kwoty pieniędzy na konta założone w innych bankach w wielu miastach Kolumbii.(interia.pl

Dodaj komentarz