Archiwum dla październik, 2008

“Polski Messi” zachwyca

Ma 18 lat, gra w zachodnim klubie, Leo Beenhakker uważa go za wielki talent, a kibice nazywają “polskim Messim”. Kto to taki? To Michał Janota, zawodnik Feyenoordu Rotterdam, który coraz śmielej puka do bram wielkiego futbolu.

O Janocie pisze dzisiejszy “Przegląd Sportowy”. Gazeta donosi, że młodzianem poważnie interesuje się już selekcjoner reprezentacji, który widziałby go w przyszłości na lewym skrzydle naszej kadry.

Beenhakker zna Janotę lepiej niż innych kandydatów do gry w koszulce z białym orłem, ponieważ w Feyenoordzie ma wielu znajomych. Trenerzy z pewnością donoszą mu o postępach czynionych przez 18-latka.A kibice i szkoleniowcy Feyenoordu już nie traktują Michała jak nieopierzonego juniora, bo widzą co już potrafi zrobić z piłką. Wystarczy popatrzeć na film w internecie z meczu z Heraclesem. Nosi on nazwę “drybling polskiego Messiego”. Widać na nim jak Janota z łatwością wbiega w obronę rywala, po czym jest powalany w polu karnym. Takich akcji Polak przeprowadza coraz więcej, nic więc dziwnego, że z meczu na mecz zyskuje szacunek fanów i uznanie szkoleniowca, Gertjana Verbeeka.

“Po dwóch latach w Holandii Janota jest zawodnikiem wszechstronnie wyszkolonym. Jest niesamowicie szybki i potrafi uderzyć z dystansu” – pisze korespondent “Przeglądu”.

“Spokojnie czekam, nie podpalam się. Mam jeszcze czas” – mówi młody pomocnik Feyenoordu pytany o grę w reprezentacji. Ale zapytany o to, co poprawił w trakcie gry w Holandii wylicza po kolei: “Technikę, rzuty wolne, siłę fizyczną, głowę… znaczy strzały głową i psychikę”.

interia.pl

Dodaj komentarz

Maradona obejmie kadrę

Legenda piłki nożnej Diego Armando Maradona zostanie selekcjonerem reprezentacji Argentyny. Poinformował o tym Carlos Bilardo, trener mistrzów świata z 1986 roku, po spotkaniu z Juliem Grondoną, prezesem Argentyńskiego Związku PIłki Nożnej

- Diego będzie następnym selekcjonerem naszej kadry – powiedział Bilardo, który ma zostać dyrektorem sportowym.

48-letni Maradona, który poprowadził swoją reprezentację do mistrzostwa świata w 1986 roku, zastąpi na tym stanowisku Alfia Basile. Zrezygnował on z tej funkcji po porażce z Chile w eliminacjach MŚ 2010. Po 10 kolejkach Argentyna jest trzecia w tabeli i traci siedem punktów do liderującego Paragwaju.

Innymi kandydatami do tej roli byli Carlos Bianchi, Miguel Angel Russo i Sergio Batista.

Maradona nie ma prawie żadnego doświadczenia w roli trenera. W latach 90. przez krótki okres prowadził argentyńskie zespoły Deportivo Mandiyu i Racingu Avellaneda, jednak był to tylko epizod w jego dotychczasowej przygodzie z futbolem.

nteria.pl

Dodaj komentarz

Jutro w hipermarkecie nie kupisz zniczy i kwiatów

Osoby, które prowadzą stoiska ze zniczami lub kwiatami, mogą nimi handlować w Dzień Wszystkich Świętych, pod warunkiem że same będą sprzedawać te artykuły. Wszyscy zainteresowani nie powinni mieć więc problemów ze zrobieniem zakupów przed cmentarzami.

Jutro będą natomiast zamknięte hiper- i supermarkety oraz wszystkie te sklepy, których właściciele nie mogą samodzielnie prowadzić takiej działalności. Od 26 października ubiegłego roku w Polsce obowiązuje bowiem zakaz pracy w placówkach handlowych w 12 dni świątecznych w roku.

Prowadzący działalność handlową mogą jednak w te dni zatrudniać osoby na podstawie umów cywilnoprawnych (np. umowy zlecenia). Muszą jednak pamiętać, że niedopuszczalne jest zatrudnienie osób na takiej podstawie przy zachowaniu warunków wykonywania pracy charakterystycznych dla stosunku pracy. Praca w handlu jest wykonywana pod kierownictwem przełożonego, w miejscu i czasie przez niego określonym. Sądy mogą więc orzekać, że obie strony powinny zawrzeć umowę o pracę. Za zawieranie umów cywilnoprawnych w warunkach, w których powinna być zawarta umowa o pracę, firmom grozi kara grzywny do 30 tys. zł.

Pracodawca nie może też zawierać np. umowy zlecenia na wykonywanie działalności handlowej w święta z osobami, które już zatrudnia na podstawie umowy o pracę. – Właściciel kilku placówek handlowych nie może również na podstawie np. umowy zlecenia kierować pracowników jednej placówki do pracy w innej, która też do niego należy – mówi Danuta Rutkowska, rzecznik Głównego Inspektora Pracy.

O tym, czy jutro otwarte będą małe sklepy osiedlowe, warzywniaki, kioski, zdecydują ich właściciele. Zakupy będzie można zrobić na pewno na stacjach paliw. Zdaniem PIP są to placówki usługowe i ze względu na użyteczność społeczną powinny być otwarte w święta.

Większy problem czeka klientów kwiaciarni. – Nie wiem jeszcze, czy jutro będę pracować. Musiałabym sama zbierać zamówienia, robić wieńce i pilnować, by nikt nic nie ukradł – mówi Ewelina Strączy, właścicielka kwiaciarni Fez z Warszawy. Podkreśla, że nie znalazła osoby, która chciałaby pracować w święto na podstawie np. umowy zlecenia.

interia.pl

Dodaj komentarz

Estetyka niepełnosprawnych

W jednym z komercyjnych programów chciała wziąć udział niewidoma kobieta. Ostatecznie odmówiono jej prawa do udziału w programie. Dlaczego tak się dzieje (i to w różnych dziedzinach życia)? Odpowiedź na to pytanie jest dosyć złożona, a czynnikiem jaki chcę opisać jest relacja otoczenie-pracodawca.

Powyższa historia to skromna część wierzchołka góry lodowej, dotykająca tematu osób
niepełnosprawnych w Polsce. Ponieważ mam wątpliwą przyjemność obserwować starania moich znajomych o zdobycie pracy, chciałem opisać finezję pracodawców, jaką stosują w walce przeciw takim pracownikom.

Tradycyjna metoda polega na nieodpisywaniu na maile z aplikacjami, nawet gdy ogłoszeniodawcy nie zawarli klauzuli o prawie do nieodpisywania albo deklarują się, że mail nie dotarł lub że zadzwonią w tej sprawie (rzecz jasna zapominają). W przypadku konfrontacji (czyli dana osoba sama przychodzi do pracodawcy ze słynna cv-ką) niedoszły szef ze strachem w oczach oferuje niebagatelną pozycję w firmie, po czym odsyła petenta z kwitkiem. Biorąc pod uwagę, że wszystko jest relatywne, nie chcę demonizować samych pracodawców.

Duży udział mają sami ludzie, którzy mają styczność z osobami niepełnosprawnymi. Misterię osiągnął jeden z petentów centrum rehabilitacyjnego, który zaczął się wydzierać, że nie życzy sobie, aby “obsługiwał go ten kaleka i idiota” – jeden z pracowników niniejszego zakładu, który ma problemy z poruszaniem (podziwiam kierownika tej jednostki, że ze stoickim spokojem poprosił tego jegomościa o wyjście i go nie uszkodził przy tej okazji).

Wracając do historii z programu: nie dziwię się, że odmówiono tej osobie udziału w programie. W końcu kto by chciał oglądać w programie łatwym i przyjemnym takie osoby? Jeżeli widownie stanowią tacy ludzie, jak ten opisany wcześniej, to spadnie oglądalność i tym samym pieniądze z audiotele. A o to właśnie tak naprawdę chodzi – zarobić dużo pieniędzy i odseparować każdego, kto popsuje estetykę otoczenia.

interia.pl

Dodaj komentarz

Uniofrenia

Od kiedy tylko pojawiła się opcja wstąpienia Polski do UE, byłem tego gorącym zwolennikiem. Wierzyłem w to, że w grupie państw o dobrze zorganizowanych gospodarkach i rządach łatwiej będzie poprawiać sytuację gospodarczą naszego kraju. Niestety, nie przewidziałem tylko skutków ubocznych.

Generowanie nadmiarowych i często bzdurnych przepisów jest jednym z podstawowych działań wszelkich machin biurokratycznych, niezależnie od szczebla. Niestety nadmiarowość wydawanych przepisów rośnie wraz z położeniem “szczebla” w drabinie władzy. Trzeba bowiem pamiętać, iż naczelną zasadą, jaką kieruje się “władza”, jest: KONIECZNOŚĆ POTWIERDZENIA KONIECZNOŚCI ISTNIENIA. No bo mogłoby się zdarzyć, że mała ilość zarządzeń, ustaw, rozporządzeń i tym podobnych doprowadziłaby do powstania wśród rządzonych pytania: Po co nam władza, skoro nic nie robi?

Znając zacytowaną powyżej definicję, możemy łatwiej znieść ustaw(owe)iczne głupoty popełniane przy wydawaniu kolejnych zarządzeń. Jesteśmy uodpornieni, bo wiemy, że “oni” tak muszą.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby te “lapsusy” prawne sprowadzały się jedynie do “krzywizny banana” i ilości szczebli w drabinie. Można sobie wyobrazić, że gdzieś, na jakimś wyższym, niedostępnym przeciętnemu Kowalskiemu, poziomie abstrakcji, istnieje konieczność pomiarów długości i kąta ugięcia ogórka zielonego. Taki przepisy wydają się być stosunkowo mało szkodliwe i stosunkowo mocno śmieszne, więc przeciętny zjadacz chleba, który nie biega po markecie z kątomierzem, właściwie może się nimi nie przejmować.

Gorzej, kiedy przepisy powodują powstawanie pytań o ich zgodność z ogólnie przyjętą logiką. Tu dobrym przykładem jest sprzeciw Francji przeciwko polskim ogórkom kiszonym. No bo niby z jakiej racji sprzeciwia się ich dystrybucji – ze względu na sposób produkcji (według nich są to ogórki “popsute”) – kraj, który słynie ze sprzedawania “popsutych” serów. Kiedy zaczynamy się przyglądać takim przepisom, zaczyna rodzić się niechęć do innych członków wspólnoty europejskiej i pojawia się podejrzliwość w stosunku do forsowanych przez nich zapisów formalnych.

Natomiast klinicznym objawem tytułowej “uniofrenii” jest to, co dało się zaobserwować w dziedzinie rybołówstwa. No bo jak inaczej, niż schizofrenią na poziomie unijnym, można nazwać sytuację, jakiej świadkiem byłem kilka dni temu na jednym z kanałów telewizyjnych.

Najpierw w newsach pojawił się kilkuminutowy reportaż o tym, że gospodarka morska jest nadmiernie rabunkowa, że należy dbać o zasoby morskie, że należy pilnować limitów, w związku z czym wprowadzony zostaje zakaz połowu dorszy przez polskich rybaków do końca roku. Nadmierna eksploatacja może doprowadzić do zniszczenia ekosystemów morskich, to fakt, ale dlaczego polscy rybacy mają zakaz? A inni?

Ale to dopiero początek rozdwojenia jaźni. Tuż po podaniu informacji o wprowadzeniu ograniczeń połowowych, nastąpiła przerwa na reklamy. I tu moim zdziwionym oczom ukazała się pani, która w swojej łazience pod prysznicem odkrywa rybę, która “wpływa na wszystko” – w przypadku tej pani, na wzrok. Zadaniem tej reklamy jest… nakłanianie Polaków do zwiększenia konsumpcji ryb. Co więcej, z drobnych napisów na dole ekranu uważny widz może się dowiedzieć, że ogląda tą reklamę dzięki środkom… tak, tak, nie mylicie się drodzy Czytelnicy, dzięki środkom Unii Europejskiej. Hurra!!

No i tu pojawia się poważne pytanie: to jak na prawdę jest? jemy za mało ryb? łowimy za dużo? ktoś podprowadza po drodze te ryby? A może problem polega na tym, że jemy za mało ryb złowionych przez niemieckich rybaków? A może przez francuskich?

I kiedy już nie znajdziemy odpowiedzi na powyższe pytania, bo ich znaleźć nie można, to zaczniemy sobie zadawać całkiem nowe: czy na pewno “strzałka ugięcia ogórka” jest jedynie śmiesznym przepisem? czy przypadkiem “wyższy poziom abstrakcji” nie leży w kieszeniach właścicieli wielkich korporacji?

interia.pl

Dodaj komentarz

Nowy Riddick wiosną 2009

Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena zadebiutuje wiosną 2009 roku.

Produkcja zapowiadana pierwotnie jako rozbudowany remake otrzyma ostatecznie całkiem nową kampanię.Jeszcze pod koniec września głośno mówiło się o problemach studia Starbreeze związanych ze znalezieniem wydawcy dla gry Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena. Perypetie utalentowanej ekipy były tym bardziej trudno wytłumaczalne, że premierowa odsłona, Ucieczka z Butcher Bay zebrała niezwykle pozytywne recenzje i wzbudziła wielkie zainteresowanie w światku graczy.

Nie minęło od tamtej pory zbyt wiele czasu, a ta znakomicie zapowiadająca się produkcja znalazła wydawcę – jest nim firma Atari. Co więcej, spółka określiła już termin wydania gry. Assault on Dark Athena zadebiutuje wiosną przyszłego roku na platformach PC, PS3 i X360. “Posiadanie tego tytułu w kalendarzu wydawniczym na rok 2009 jest niezwykle ekscytujące” – cieszył się Phil Harrison, prezes Infogrames Entertainment, spółki patronackiej Atari.

Radość ta nie bierze się z niczego. Marka Chronicles of Riddick cieszy się bowiem dużym uznaniem. Ucieczka z Butcher Bay wydana w 2004 roku przez Vivendi Games jest według portalu Metacritic oceniana średnio na 9 w dziesięciopunktowej skali. To znakomity rezultat, co zaznaczył zresztą sam Harrison. “Pierwsza produkcja z tej serii była kamieniem milowym dla gatunku gier akcji, a niesamowita ekipa Starbreeze tworzy bogatą kontynuację, która w pełni zadowoli zarówno fanów, jak i nowych graczy”.

Assault on Dark Athena był pierwotnie zapowiadany jako rozbudowany remake. W trakcie powstawania tego projektu jego koncepcja uległa jednak zmianom. Jak zapowiada w oficjalnym komunikacie prasowym wydawca tego tytułu, gracze otrzymają zupełnie nową, rozbudowaną kampanię. Oprócz przebudowanych konstrukcji znanych z pierwszej części, klienci mogą spodziewać się również całkowicie nowego rozdziału z życia Riddicka oraz potyczek w trybie sieciowym. Zdaniem przedstawicieli Atari wobec takiego zestawienia po prostu nie można przejść obojętnie.

“Assault on Dark Athena prezentuje zupełnie nową historię, a jednocześnie przedstawia oryginalną wersję Kronik Riddicka szerszej grupie odbiorców” – tłumaczył konstrukcję gry szef produkcji, Ian Stevens. “Jesteśmy niesamowicie podekscytowani myślą o nadchodzących miesiącach, w których zagłębimy się nieco w nowe cechy, jak chociażby dodanie multiplayera!” – dodał.

Czego na pewno można spodziewać się po Assault on Dark Athena? Mrocznego klimatu, wszechobecnej grozy i bezlitosnych działań – zarówno głównego bohatera, któremu głosu udzielił sam Vin Diesel (odtwórca tej roli w filmie w reżyserii Davida Twohy’ego), jak i strażników nie dopuszczających do siebie myśli o ucieczce więźnia.

Swoje odczucia na temat prac nad grą zdradził też dyrektor wykonawczy studia Starbreeze, Johan Kristiansson. “Praca nad Riddickiem to dla nas nadzwyczajne przeżycie. Bardzo entuzjastycznie podchodzimy do kwestii współpracy z firmą Atari, która zapewni te bogate przeżycia związane z rozgrywką posiadaczom konsol nowej generacji. Wraz z tą produkcją doszliśmy do granic możliwości wykorzystania silnika studia Starbreeze dostarczając tym samym obszerną rozgrywkę stworzoną po to, by zachwycać graczy z całego świata. Nie możemy się doczekać, aż projekt ten trafi na półki sklepowe”.

Po takich zapowiedziach apetyt rośnie. Miejmy zatem nadzieję, że ekipa Starbreeze stanie na wysokości zadania i wyprodukuje tytuł co najmniej tak dobry, jak Kroniki Riddicka.

interia.pl

Dodaj komentarz

William Wharton nie żyje

William Wharton, autor słynnego “Ptaśka”, nie żyje. Zmarł w wieku 82 lat.

Poinformował o tym Bogusław Tobiszowski z Domu Wydawniczego Rebis w Poznaniu. Jak dodał, informacja pochodzi od agentki pisarza.

Tobiszowski powiedział, że z posiadanych przez niego informacji wynika, iż pisarz zmarł w środę w domu w Kalifornii, po długiej chorobie.”Dzisiaj rano dotarła do nas bardzo smutna informacja. Wczoraj po południu zmarł w Kalifornii po długiej chorobie najpopularniejszy pisarz lat 90. w Polsce, William Wharton” – napisał Tobiszewski w oświadczeniu przekazanym mediom.

Jak podkreślił, William Wharton “całe życie uważał się za malarza. Swoje pisarstwo traktował początkowo jako autoterapię po przeżyciach wojennych”. Pisarz debiutował w wieku 54 lat powieścią “Ptasiek”, która przyniosła mu międzynarodową sławę, zwłaszcza dzięki nagrodzonej w Cannes ekranizacji w reżyserii Alana Parkera.Według Tobiszewskiego, Wharton był wielbiony przez polskich czytelników. “Lata dziewięćdziesiąte były czasem jego największej popularności w Polsce. Odwiedził nasz kraj dziesięć razy, gościł w ponad trzydziestu miastach Polski, w niektórych kilkakrotnie. Na spotkania z nim przychodziły tysiące czytelników” – przypomniał wydawca.

W Polsce Dom Wydawniczy Rebis opublikował 19 powieści Whartona i jeden album prezentujący jego malarstwo. Według “Rzeczpospolitej” i “Notesu Wydawniczego”, w ciągu ostatnich kilkunastu lat książki Whartona 26 razy znalazły się wśród 10 najpoczytniejszych tytułów roku.

Jak powiedział Tobiszewski, Wharton pod tym względem jest rekordzistą wśród pisarzy w Polsce. Łączny nakład wszystkich książek autora wydanych w Rebisie przekroczył już 1,5 mln egzemplarzy, a wraz z innymi wydawnictwami zbliża się do 2 mln egzemplarzy.

William Wharton (prawdziwe nazwisko Albert Du Aime) urodził się w 1925 roku w Filadelfii w stanie Pensylwania. Większość życia spędził we Francji, gdzie nad Sekwaną, mieszkając na barce, malował obrazy i pisał książki. Spod jego pióra wyszły takie bestsellery jak “Spóźnieni kochankowie”, “Tato”, “W księżycową jasną noc”, “Dom na Sekwanie” czy “Rubio”. Na podstawie jego najsłynniejszej książki “Ptasiek” powstał w 1984 r. film w reż. Alana Parkera, w którym zagrał m.in. Nicolas Cage.

interia.pl

Dodaj komentarz

Moskwa: Dwaj jezuici brutalnie zamordowani

Dwaj katoliccy księża z zakonu jezuitów zostali brutalnie zamordowani w Moskwie – poinformował sekretarz generalny Rosyjskiej Konferencji Biskupów, ksiądz Igor Kowalewski.

Dodał, że jeden z zabitych był obywatelem rosyjskim, drugi – ekwadorskim.

Ksiądz Kowalewski powiedział, że ciała obu duchownych znaleziono we wtorek wieczorem w zajmowanym przez nich mieszkaniu w centrum Moskwy; zmarli od licznych ran zadanych ostrym narzędziem.Rzecznik moskiewskiej milicji Maksim Kołoswietow powiedział, że wszczęto śledztwo. Odmówił spekulacji na temat możliwych przyczyn zabójstwa i podania dalszych szczegółów.

interia.pl

Dodaj komentarz

Po ile wymienią nam złotego?

Polska może wejść do strefy euro po kursie 3,4-3,5 zł za euro – szacuje ekonomista dr Ryszard Petru.

Zdaniem wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, obecny kurs złotego (3,63 zł/euro ) jest bliższy temu, który byłby korzystny dla gospodarki przy wejściu do strefy euro. “Taki kurs dawałby dobre szanse na eksport do krajów Unii Europejskiej, a także na eksport w skali globalnej naszych produktów” – powiedział w środę dziennikarzom Pawlak. “Przy obecnej zmienności na rynkach finansowych nie jesteśmy w stanie cokolwiek powiedzieć na temat kursów. Trzeba przyjąć, że do ERM2 wejdziemy po kursie mocniejszym z punktu widzenia euro, moim zdaniem, 3,4-3,5 zł za euro, a potem w ramach tego systemu złoty będzie umacniał się do 3,1-3,2 zł za euro” – szacuje Petru.

“Trzeba mieć świadomość, że wraz z upływem czasu, w wyniku zawirowań na rynkach światowych, złotówka będzie się umacniała. M.in. dlatego, że mamy znacznie większą wydajność niż w krajach Unii Europejskiej” – powiedział ekonomista. “Politycy wypowiadając się na temat właściwego kursu, po którym Polska mogłaby wejść do strefy euro, muszą brać pod uwagę zarówno eksporterów, jak i importerów. Należy uwzględnić również tych, którzy zaciągnęli kredyty we frankach szwajcarskich” – dodał.est jeszcze za wcześnie, by ustalać kurs złotego, przy którym Polska będzie wchodziła do strefy euro – powiedziała w środę ekonomistka PKPP Lewiatan Małgorzata Krzysztoszek. “W latach 2011-2012 warunki gospodarcze będą inne niż obecnie i dlatego bardzo trudno jest definiować ten poziom dzisiaj” – powiedziała.

W środę wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak powiedział dziennikarzom, że obecny kurs złotego (3,63 zł/euro średni kurs NBP ) jest bliższy temu, który byłby korzystny dla gospodarki przy wejściu do strefy euro. Zdaniem Krzysztoszek, wicepremier nie wskazał kursu, przy którym powinniśmy wchodzić do euro, a jedynie stwierdził, że dla eksporterów korzystniejszy byłby słabszy, niż mocniejszy, kurs złotego względem euro. “Taki kurs dawałby większe szanse na eksport do krajów UE, a także na eksport w skali globalnej naszych produktów” – dodał Pawlak.

Z powodu bardzo dużej zmienności rynku walutowego, na razie jest za wcześnie, aby mówić o kursie, po jakim Polska mogłaby wejść do strefy euro – uważa ekonomista Deutsche Banku Arkadiusz Krześniak.

“Wydaje się, że kursy sprzed kilku miesięcy w obecnych warunkach rynkowych nie są kursami równowagi” – powiedział Krześniak. Zdaniem wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, obecny kurs złotego (3,63 zł/euro wg średniego kursu NBP) jest bliższy temu, który byłby korzystny dla gospodarki przy wejściu do strefy euro. “Taki kurs dawałby dobre szanse na eksport do krajów Unii Europejskiej, a także na eksport w skali globalnej naszych produktów” – powiedział w środę dziennikarzom Pawlak.

Krześniak prognozuje jednak, że kurs po którym nasz kraj mógłby wejść do strefy euro, to 3,4-3,5 zł za euro.

“Nadchodzące kwartały powinny przynieść więcej informacji na temat tego, jaki powinien być kurs wejścia do strefy euro. W obecnej sytuacji, kiedy Polska nie jest jeszcze w systemie ERM2, prognozowanie konkretnych poziomów jest utrudnione” – powiedział.

Jego zdaniem, “odnośnikiem dla parytetu wymiany będzie na pewno centralny parytet w ERM2″.

Główny ekonomista Business Centre Club, prof. Stanisław Gomułka uważa, że aby w 2010 r. Polska mogła spełnić kryteria związane z wprowadzeniem euro, może być konieczne podniesienie podatków. “Ktokolwiek będzie premierem, ktokolwiek będzie sprawował rządy, to myślę, że będzie zabiegał o to, żeby jednak spełnić w 2010 r. kryteria z Maastricht” – podkreślił Gomułka podczas środowego spotkania z dziennikarzami.

Dlatego – jak ocenił profesor – rząd użyje wszystkich środków, w tym także ewentualnego podniesienia podatków, by zostały spełnione kryteria z Maastricht. Kryteria z Maastricht stanowią, że inflacja nie może być wyższa niż 1,5 pkt proc. od średniej stopy inflacji w trzech krajach UE, gdzie inflacja była najniższa.

Długoterminowe stopy procentowe nie mogą przekraczać więcej niż o 2 pkt proc. średniej stóp procentowych w trzech krajach UE o najniższej inflacji. Ponadto dług publiczny nie może przekraczać 60 proc. PKB, a deficyt budżetowy – 3 proc. PKB. Moment wejścia do strefy euro poprzedza uczestnictwo w mechanizmie ERM2, gdy przez dwa lata dana waluta jest już związana z euro, a jej kurs może się wahać w stosunku do euro tylko o plus/minus 15 proc.

interia.pl

Dodaj komentarz

Platforma chce dwudniowych wyborów w czerwcu

Przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego będą najprawdopodobniej trwały dwa dni – jeszcze dzisiaj klub Platformy ma złożyć w Sejmie nowelę ordynacji do PE.

Osoby chore i niepełnosprawne, które mają trudności z dotarciem do lokalu wyborczego, będą mogły głosować za pośrednictwem pełnomocnika.PO złoży też u marszałka Sejmu nowelizację prezydenckiej ordynacji wyborczej, która przewiduje likwidację “cegiełek”, zbiórek publicznych i darowizn od osób prawnych jako formy finansowania kampanii. Dane osób, które wesprą danego kandydata kwotą wyższą od płacy minimalnej, będą upubliczniane.- W ordynacji prezydenckiej jest sporo niejasności, chcemy je zlikwidować. Chcemy, żeby wszystko było transparentne. Funkcjonujące obecnie przepisy rodzą zagrożenie korupcyjne – powiedział wiceszef Platformy Waldy Dzikowski.

Obecnie wybory do PE są jednodniowe i odbywają się w niedzielę. PO chce, aby do urn można było pójść już w sobotę. W ordynacji nie będzie zapisane sztywno, że wybory będą musiały być dwudniowe, ale nowela dopuści taką możliwość.

Politycy Platformy – ale również Państwowa Komisja Wyborcza – przekonują, że głosowanie w ciągu dwóch dni sprawdziło się podczas referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE w 2004 r. Według szacunków PKW, dwudniowe głosowanie zwiększyłoby koszty wyborów o około 40 proc.

PO chce też pomóc osobom chorym i niepełnosprawnym, które nie głosują z powodu ograniczonych możliwości ruchowych. Jeśli wykażą się dokumentami stwierdzającymi, że nie mogą same przyjść do lokalu wyborczego, będą mogły zagłosować przez pełnomocnika.

Według danych PKW, w ostatnich wyborach parlamentarnych w 2007 roku z głosowania musiało zrezygnować 1-2 mln osób, mających ograniczone możliwości ruchowe.

To najmniej kontrowersyjne ze zmian w ordynacjach, jakie chciała wprowadzić Platforma.

Wbrew zapowiedziom do Sejmu wciąż nie trafiły projekty nowelizacji wprowadzające jednomandatowe okręgi w wyborach samorządowych w gminach i powiatach. Niechętne takim zmianom PSL zablokowało najpierw takie zmiany w przypadku sejmików województw, potem uznało, że nie chce też jednomandatowych okręgów w powiatach.

Platforma chce też wprowadzenia głosowania przez internet, ale pomysł jest trudny do zrealizowania z powodów technicznych – wymaga bezpiecznego systemu uwierzytelniania głosów. Np. w Estonii można głosować przez internet za pomocą elektronicznego dowodu osobistego wkładanego do specjalnego czytnika.

interia.pl

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »