Archiwum dla wrzesień, 2008

iPhone – zwycięski gadżet 2008 roku

iPhone firmy Apple wygrał z konsolami do gier i najnowocześniejszymi komputerami w rankingu na najpopularniejszy gadżet ubiegłego roku, przeprowadzonym przez miesięcznik dla mężczyzn “Stuff”, wychodzący w W.Brytanii i USA.

Płaski telefon z dotykowym ekranem, łączący w sobie funkcje telefonu, odtwarzacza muzyki i filmów, pojawił się w Wielkiej Brytanii w listopadzie ubiegłego roku.

W tegorocznym rankingu iPhone wygrał z równie pożądanymi konsolami do gier wideo – PlayStation 3 firmy Sony, Xbox 360 firmy Microsoft oraz Wii Fit firmy Nintendo.

W pierwszej dziesiątce znalazły się również: laptop Asus Eee PC oraz system nagłaśniający B&M Zeppelin przypominający swoim wyglądem nadmuchany balon.

Gadżety do rankingu wybrali pracownicy magazynu “Stuff”, umieszczając na liście absolutnie najlepsze w swojej dziedzinie produkty. Zainteresowani mogli oddać głosy na stronie internetowej pisma.

interia.pl

Dodaj komentarz

4 punkty albo dymisja Leo?!

Reprezentacja Polski nie zaczęła dobrze eliminacji mistrzostw świata 2010. Aby myśleć poważnie o awansie podopieczni Leo Beenhakkera będą musieli znacznie poprawić swoją grę w kolejnych meczach z Czechami i Słowacją.

“Nie stawiam mu ultimatum. Ale uważam, że cztery punkty w dwóch najbliższych meczach to jest minimum, aby dalej być w grze” – mówi “Przeglądowi Sportowemu” prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, Michał Listkiewicz.

Popularnemu “Listkowi” nie podoba się sposób selekcji piłkarzy do kadry narodowej. Leo w ostatnim czasie regularnie pomijał bowiem kilku piłkarzy, którzy grają w dobrych klubach i znajdują się w świetnej dyspozycji, jak Artur Wichniarek.
“Trzeba powoływać tych zawodników, którzy są w najwyższej formie, i nieważne, czy mają 18 lat, czy 38. Jeżeli piłkarze typu Sosin, Wichniarek, czy Jeleń zapewnią zwycięstwo nad Czechami czy Słowacją, to trzeba ich brać” – podkreśla Listkiewicz.

interia.pl

Dodaj komentarz

Gołota wraca na ring!

Już niedługo ponownie zobaczymy na ringu Andrzeja Gołotę! Polski pięściarz 7 listopada zmierzy się w Chinach z Ray’em Austinem.

Czy Andrzej Gołota będzie walczył w Chinach?

Dana Jamison, Don King Production: - Będzie, 7 listopada w Czengdu, przy okazji zjazdu World Boxing Council. Od początku chcieliśmy właśnie jego, bo Andrzej zawsze dostarcza emocji, a ta walka w Chinach jest ważna zarówno dla DKP, jak i układów w tamtejszym sporcie. Chińczycy chcą otwarcia na świat w zawodowym boksie.

Briggs (niedoszły rywal Gołoty – przyp.red) stwierdził, że nie warto mu jechać tak daleko…

- Jego strata. Shannon był naszym pierwszym wyborem. Cała ta historia, że mieli z Gołotą walczyć już kilkakrotnie, że za bardzo się nie lubią, była oczywiście dobra dla popularyzacji tego pojedynku. Najpierw powiedział tak, później zmienił zdanie. Nie prosiliśmy go zbyt długo.

Wybór padł więc na Ray’a Austina, który po raz ostatni walczył ponad rok temu o tytuły mistrza świata IBF i IBO, przegrywając w drugiej rundzie z Władymirem Kliczką.

- Ray koniecznie chciał tej walki z Gołotą. Był strasznie z siebie niezadowolony po przegranej z Kliczką, zastanawiał się nawet, czy nie dać sobie spokoju z boksem. Walka z Gołotą ma o tym zadecydować, więc spodziewamy się, że postawi wszystko na jedną kartę. A jak walczy teraz Andrzej i ile potrafi z siebie dać, widzieli wszyscy ci, którzy byli w Madison Square Garden, kiedy bił się z Mike’m Mollo.

Ludzie związani z Davidem Haye twierdzą, że chcący podbić wagę ciężką Brytyjczyk złożył wam propozycję walki z Andrzejem, ale została ona odrzucona.

- Nieprawda, nie mieliśmy żadnego kontaktu z jego ludźmi na temat udziału Haye’a w chińskiej gali. Absolutnie żadnego. Cenimy Davida, ale jak na kogoś, kto nie wygrał jeszcze żadnej walki w wyższej kategorii, strasznie dużo mówi. Ma ochotę nawet na walkę z Samem Peterem. Czasami trzeba uważać na to, czego sobie człowiek życzy, bo jeszcze się to spełni.

Pozostańmy przy polskim temacie – Tomek Adamek?

- Były rozmowy z Main Events, są wstępne ustalenia, ale nie ma najważniejszego przed walką ze Steve Cunninghamem – miejsca i czasu. W ciągu najbliższego tygodnia sobie z tym poradzimy. Chcemy, żeby zobaczyło ją jak najwięcej kibiców, a to gwarantuje tylko stacja telewizyjna.

Organizujecie walkę wspólnie z Main Events, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe…

-…ale nie dla Dona. Walka odbędzie się na pewno w tym roku i na 95 procent w Stanach. Tego chcą obie strony, tego chcą obaj pięściarze, więc tak będzie. To walka dla kibiców, by mieli jednego mistrza.

interia.pl

Dodaj komentarz

Aztekowie i krwawe ofiary z ludzi

Aztekowie zamieszkiwali pomiędzy wiekami XIV i XVI tereny dzisiejszego Meksyku. Znani byli z rozwiniętego rolnictwa, rękodzielnictwa, opanowania matematyki, astronomii i architektury. Nade wszystko byli jednak wojownikami, dostarczając ofiar z ludzi bogu Huitzilopochli w celu przetrwania ludzkości.

Aztekowie zamieszkiwali tereny dzisiejszego Meksyku, zakładając tam miasto Tenochtiltan, czyli dzisiejszą stolicę tego kraju, Miasto Meksyk. Kultura ich kwitła pomiędzy wiekami XIV i XVI. Znani są z rozwiniętego rolnictwa, posiadania bogatego rękodzielnictwa oraz ze znakomitego opanowania matematyki, astronomii i architektury. Jednak ich najsilniejszą stroną było sztuka wojowania, jakże bardzo im potrzebna, aby móc wypełnić swój obowiązek wobec boga Huitzilopochli, boga symbolizującego wojownika Słońce i domagającego się ofiar z ludzi, w zamian pozwalającego na przetrwanie ludzkości.

Dla Azteków każdej nocy Słońce umierało, aby następnego dnia narodzić się ponownie i pochodnią swojego światła zwalczać gwiazdy i Księżyc. Tak było każdego wieczoru, kiedy umierając Huitzilopochli powracał do swojej matki, czyli do Ziemi, aby odzyskać tam swoją energię. By jednak narodzić się ponownie z odpowiednią siłą, która pozwoliłaby mu dalej toczyć jego codzienną walkę, bóstwo musiało wpierw pożywić się żywotnym sokiem, czyli ludzką krwią. I właśnie Aztekowie wierzyli, że specjalnie zostali wybrani, aby służyć bogu Słońcu jakby za usługujących mu kelnerów.

Krew zwierząt nie była w stanie przywrócić życia i mocy Huitzilopochli, aby ten mógł toczyć dalszą walkę w obronie ludzkości i wszechświata, więc Aztekowie potrzebowali ludzkich ofiar, ludzkiej krwi. Zdobywali je w toczonych przez siebie wojnach i w rytualnych wymianach z podporządkowanymi im ludami. Tak więc wszyscy schwytani w walkach jeńcy i więźniowie byli prowadzeni do Tinochtiltan, gdzie składano ich w ofierze w świątyniach i na publicznym placu. Ofiara polegała na otwarciu nożem z chalcedonu piersi i wyciągnięciu z niej rękoma serca, złożonego następnie w ofierze bogu Huitzilopochli. W zamian Aztekowie wiedzieli, że posiadają złożoną im przez boga obietnicę władzy na światem.

Trudno powiedzieć, ile też ludzkich ofiar Aztekowie złożyli w ofierze w swoich krwawych rytuałach, ale niektórzy kronikarze twierdzą, że jedynie przy świętowaniu objęcia władzy w 1486 roku przez Ahuitzotla zostało złożonych w ofierze około 80 tysięcy ludzkich istot, którym wycięto z piersi serca, a ciała spożyto w rytualnych ucztach. Tym jednak, którzy są wstrząśnięci i zgorszeni tą krwawą praktyką Azteków, znawcy ich kultury przypominają, że nie chodziło w niej jedynie o składanie ofiar dla ofiary, ale o prawdziwą, zgodnie z ich wiarą, strategię przeżycia ludu Azteków, będącą oczywiście również użyteczną w kontekście politycznym. W każdym bądź razie naukowcy twierdzą, że nie można demonizować przedkolumbijskich ludów, w tym Azteków, zwłaszcza że zwyczaj składania ofiar z ludzi był również szeroko rozpowszechniony w innych regionach świata.

Takim klasycznym przykładem krwawej, ludzkiej ofiary jest ofiara złożona na krzyżu przez samego Jezusa, aby zbawić i oczyścić z grzechów ludzkość. W Skandynawii zabijano ludzkie ofiary w imię boga Odyna, w Knossos na Krecie znaleziono niezliczone kości złożonych w ofierze i zjedzonych dzieci, Fenicjanie posiadali licznych, wymagających ofiar z ludzi bogów. Również w Ameryce, poza Aztekami, inne ludy indiańskie, z Inkami i Majami na czele, składały swoim bogom ofiary z ludzi, aby w ten sposób zapewnić sobie pomyślność. Na wyspach Polinezji, kiedy umierał jakiś wódz, jego następcę wybierano w specjalnym rytuale z zastosowaniem ofiar z ludzi, a nawet jeszcze dzisiaj w niektórych religiach Afryki Południowej praktykuje się uzdrawiające rytuały przy użyciu części z ciał zabitych wcześniej osób.

Kiedy Aztekom brakowało do składania ofiar jeńców i więźniów, przeprowadzali pomiędzy sobą rozgrywki sportowe, w których przegrani byli składani w krwawej ofierze bogu Huitzilopochli. Grę przeprowadzano przy użyciu piłki zrobionej z lawy wulkanicznej – tlachtli, a miała bardzo ważną dla Azteków symbolikę. Jej reguła była bardzo prosta: dwie drużyny grały przeciwko sobie na boisku mającym postać litery I; piłkę można było jedynie uderzać przedramieniem, ramieniem, plecami i pośladkami, więc gracze, aby móc dotknąć piłki, musieli rzucać się na ziemię, starając się przerzucić ją przez znajdujący się wysoko na budowli łuk. Jak już wspomniałem, ceną za przegraną grę było życie, złożenie całej drużyny w krwawej ofierze bogu Huitzilopochli.

Nie tak dawno archeologowie znaleźli w Zultepec, w pobliżu Miasta Meksyk, setki szkieletów mężczyzn, kobiet i dzieci. Po zbadaniu tych kości naukowcy doszli do wniosku, że w 1520 roku Aztekowie przechwycili podróżującą w służbie Hiszpanii karawanę, zabijając podróżujących nią ludzi i częściowo zjadając ich ciała. Z odkrycia wysnuto również wniosek, że część Azteków zareagowała zbrojnym oporem przeciw przybyciu dowodzonych przez Fernando Cortesa Europejczyków. Prawdopodobnie po schwytaniu osób wchodzących w skład karawany Aztekowie zamknęli ich w klatkach, po czym każdego dnia pewną ich liczbę wyciągano i kapłani składali z nich rytualne ofiary na odpowiednim głazie, wyciągając im z piersi serce. Archeologowie również doszli do wniosku, że serca zabitych były spożywane na surowo przez kapłanów i przywódców, a ich ramiona i nogi były gotowane i zjadane, co można wyraźnie stwierdzić po śladach po nożach i zębach na zachowanych kościach.

Kiedy Cortes dowiedział się o dokonanej masakrze, wysłał wojsko, aby wyciąć w pień Azteków z Zultepec. Wcześniej, aby ukryć swój atak na karawanę, Aztekowie wrzucili rzeczy ofiar do studni, dzięki czemu przetrwały one do dzisiejszego dnia, stając się ważnym odkryciem z tamtych czasów. To dzięki nim archeologowie mogą pisać teraz nowy, nieznany dotąd rozdział z historii podboju Meksyku przez Hiszpanów.

Wielu twierdzi, że to stosowane przez Azteków masakry przyczyniły się do zawarcia przeciw nim przymierza pomiędzy ludami indiańskimi i Hiszpanami, co zakończyło się zniszczeniem imperium Azteków. Nie wszyscy jednak zgadzają z takim twierdzeniem, uważając raczej, że celem tych przymierzy było rzeczywiście pokonanie imperium Azteków, ale w zamiarze przejęcia od nich władzy. Jakże bowiem te plemiona miałyby potępiać religijne praktyki Azteków, jeżeli same praktykowały podobne lub nawet takie same religijne rytuały? Szybko jednak okazało się, że ludy te przeliczyły się w swoich planach i chociaż imperium Azteków rzeczywiście upadło, to jednak zostało zastąpione przez imperium o wiele gorsze i dla nich straszniejsze, imperium hiszpańskie.

interia.pl

Dodaj komentarz

Wydatki studenta to minimum 1000 zł

W najbliższych dniach rusza kolejny rok akademicki. Ile miesięcznie potrzebuje student, aby przeżyć w obcym mieście? Według szacunków GP, którymi objęto najważniejsze ośrodki akademickie w Polsce – kwota waha się od około 890 zł (minimum w Łodzi) do prawie 1,5 tys. zł w stolicy. Są to jednak wyliczenia, zawierające tylko podstawowe wydatki.

Dach nad głową
Student musi gdzieś mieszkać i coś jeść. Z ofert akademików nie mogą jednak skorzystać wszyscy.
- Liczba chętnych do zakwaterowania w domach studenckich Uniwersytetu Wrocławskiego corocznie dwukrotnie przewyższa liczbę miejsc w domach studenckich – podaje Uniwersytet Wrocławski. To samo deklaruje Uniwersytet Jagielloński.
Średnia cena miejsca w pokoju dwuosobowym wynosi ok. 290 zł.
Jeśli student chce mieszkać sam lub wynajmować pokój w mieszkaniu studenckim – cena sięga nawet 1 tys. zł w tym roku akademickim.

Tanio się najeść
Wyżywienie nie jest problemem, nawet jeśli ktoś nie potrafi gotować. Stołówki na uczelniach mają bogatą ofertę. Biorąc cały zestaw obiadowy (zupa, drugie danie, kompot) można zaoszczędzić parę złotych. Cena takiego obiadu to średnio ok. 300 zł miesięcznie. Skorzystać można również z oferty abonamentowej, dzięki czemu ciepły posiłek będzie jeszcze tańszy. Nawet gdy brak uczelnianej jadłodajni – jest alternatywa.
- Politechnika Gdańska nie posiada własnej stołówki, ale obiady można dostać w klubach studenckich – informuje Jarosław Gilewicz, przewodniczący Samorządu Studentów PG. Pozostałe posiłki można przygotować samemu – dobrze gospodarując pieniędzmi, wystarczy około 10 zł dziennie.

Czas wolny
Nie samą nauka żyje student. Kino lub teatr to średnio 23 zł. Na to drugie niewielu może sobie jednak pozwolić, szczególnie w Warszawie, gdzie ceny sięgają nawet 80 zł za bilet. Korzystniej wygląda to w Lublinie czy Bydgoszczy, gdzie takie wyjście kosztuje kolejno 10-20 i 14-18 zł.
Dla niektórych obowiązkowe jest wyjście do klubu studenckiego. Przy założeniu, że wychodzi się raz w tygodniu i wypija około dwóch 0,5 l piw – kosztuje to miesięcznie nawet 72 zł w Warszawie. Nie jest to jednak regułą – wiele zależy charakteru miejsca.
- Cena w klubach studenckich Politechniki Łódzkiej to 3,70-4,50 zł. Drożej jest, gdy chodzi o lokale w Łodzi – ok. 6 zł – tłumaczy Hubert Gęsiarz z Samorządu Studentów Politechniki Łódzkiej.

Gdzie jest najtańszy, a gdzie najdroższy studencki bilet miesięczny ? Jakie wydatki ponadprogramowe musi ponosić student ? Skąd mogą pochodzić środki na pokrycie wydatków ? Jakie stypendia przysługują studentom ?

interia.pl

Dodaj komentarz

W Tatrach i na Podhalu pada śnieg

Czy to już prawdziwa zima? Jeśli sugerować się pogodą w Zakopanem, to można uznać, że sroga pora roku próbuje postraszyć mieszkańców. Od rana w Zakopanem pada śnieg. Termometry pod Giewontem wskazują 1 st. C.

Według synoptyków opady śniegu mogą się utrzymywać do czwartku – poinformował dyżurny synoptyk IMGW, Stanisław Zając.

Na Kasprowym Wierchu grubość pokrywy śnieżnej wynosi 11 cm. Nadal pada śnieg, a temperatura spadła do -6 st. C.

- W Tatrach panują bardzo złe warunki turystyczne. Turyści nie powinni w tych warunkach wybierać się w góry. W wyższych partiach Tatr śnieg pada od trzech dni – powiedział dyżurny ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Marcin Firczyk.

interia.pl

Dodaj komentarz

69 lat temu Armia Czerwona zaatakowała Polskę

17 września 1939 roku o godz. 3 nad ranem wojska sowieckie przekroczyły granicę Polski pod pretekstem obrony ludności ukraińskiej i białoruskiej przed Niemcami wobec “rozpadu państwa polskiego”. 23 sierpnia 1939 roku minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim von Ribbentrop i ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR, Wiaczesław Mołotow podpisali pakt o nieagresji z dołączonym tajnym protokołem, dokonującym podziału stref wpływów Niemiec i ZSRR. Pakt miał duże znaczenie dla obu państw. Niemcom zabezpieczał front wschodni podczas planowanej wojny i ataku na Polskę. ZSRR dawał czas na przygotowanie do ewentualnej konfrontacji z Hitlerem i powiększał terytorium. W myśl paktu kraje bałtyckie: Estonia, Łotwa i Finlandia stały się strefą wpływów i przyszłym terytorium ZSRR, a północna granica Litwy (z Łotwą) stanowić miała granicę pomiędzy strefami zainteresowań Niemiec i ZSRR. Na obszarze Polski strefa ta przebiegała wzdłuż linii Narwi, Wisły i Sanu. Na mocy tajnego załącznika do paktu Ribbentrop-Mołotow, ZSRR zobowiązał się do zbrojnego wystąpienia przeciw Polsce w przypadku wojny niemiecko- polskiej. Po roku 1945 zarówno ZSRR, jak i władze PRL zaprzeczały istnieniu tego załącznika aż do roku 1989. Oficjalny pretekst agresji ZSRR na Polskę zawarto w nocie dyplomatycznej przekazanej o godz. 3 w nocy 17 września 1939 roku przez zastępcę ludowego komisarza spraw zagranicznych Władimira Potiomkina ambasadorowi RP w ZSRR Wacławowi Grzybowskiemu. Zamieszczono tam oświadczenie o rozpadzie państwa i ucieczce rządu polskiego, konieczności ochrony mienia i życia zamieszkujących wschodnie tereny polskie Ukraińców i Białorusinów oraz uwalnianiu ludu polskiego od wojny. ZSRR uznawał również wszystkie układy z Polską za nieobowiązujące, jako zawarte z nieistniejącym państwem. Potiomkin przedstawił notę ambasadorowi już w chwili rozpoczęcia działań wojennych. Grzybowski odmówił jej przyjęcia i zażądał wiz wyjazdowych dla dyplomatów polskich. Władze ZSRR, wbrew prawu międzynarodowemu, próbowały uniemożliwić wyjazd i aresztować dyplomatów, stwierdzając utratę statusu dyplomatycznego. Polaków uratował dziekan korpusu dyplomatycznego w Moskwie, ambasador Rzeszy Friedrich Werner von der Schulenburg osobiście wymuszając na rządzie ZSRR zgodę na ich wyjazd. Rząd II Rzeczypospolitej opuścił granice Polski późnym wieczorem 17 września, po otrzymaniu wiadomości o wkroczeniu Armii Czerwonej i potwierdzeniu informacji o zbliżaniu się sowieckich oddziałów pancernych do miejsca przebywania władz RP. Prezydent Ignacy Mościcki w wydanym w Kosowie orędziu do narodu określił sowieckie działania wojskowe jako akt agresji. Także z punktu widzenia prawa międzynarodowego wejście Armii Czerwonej stanowiło agresję, łamiącą postanowienia polsko- sowieckiego układu o nieagresji oraz obowiązującą Polskę i ZSRR konwencję z 1933 roku o określeniu napaści. Marszałek Edward Rydz- Śmigły wydał 17 września w Kutach tzw. dyrektywę ogólną, w której nakazał wycofanie do Rumunii i Węgier. “Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii” – pisał Rydz-Śmigły. Brak formalnego ogłoszenia przez władze RP wojny pomiędzy ZSRR a Polską oraz brak jednoznacznego rozkazu stawiania oporu najeźdźcy doprowadził do dezorientacji wojska, a w konsekwencji do uwięzienia ok. 250 tys. żołnierzy i oficerów, w większości niestawiających oporu. Do niewoli trafiło ok. 15 tys. oficerów, którzy zostali wywiezieni przez Sowietów do obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Zgodnie z dekretem władz ZSRR, podpisanym przez Stalina 5 marca 1940 roku, zostali oni od kwietnia do maja 1940 roku rozstrzelani przez NKWD w Katyniu, Charkowie oraz Twerze, a pochowani w Miednoje. Ten masowy mord nosi dziś nazwę Zbrodni Katyńskiej.

interia.pl

Dodaj komentarz

Krzynówek: Chcę odejść!

Jacek Krzynówek rzadko ma szansę gry w VfL Wolfsburg i niestety widać to w meczach reprezentacji Polski. “Martwi się selekcjoner, martwię się i ja, bo mnie też nie cieszy oglądanie meczów z ławki albo z trybun” – powiedział Krzynówek w “Super Expressie”.

“Przed startem sezonu Felix Magath zaprosił mnie do swojego gabinetu. Rozmawialiśmy krótko. Powiedział, że w tym sezonie moja sytuacja jest o wiele… trudniejsza niż w poprzednich rozgrywkach. Miał rację. Za mną cztery kolejki Bundesligi, a ja w meczowej kadrze byłem raz…” – stwierdził reprezentant Polski.

Jedynym sposobem na zmianę sytuacji jest zmiana klubu. Na odejście Krzynówka nie zgadza się jednak trener “Wilków”. jednej strony słyszę, że na grę nie mam szans, ale gdy pojawia się konkretna propozycja, to okazuje się, że jednak jestem potrzebny. Trudno mi to zrozumieć. Czytałem nawet, że Krzynówek nigdzie się nie rusza, bo w Wolfsburgu bardzo dobrze zarabia. Idiotyzm. Ja chcę odejść!” – podkreślił 32-letni zawodnik.

“Wiecie, jaki jest problem Wolfsburga? Klub jest bogaty i może sobie pozwolić na utrzymanie piłkarzy. Ostatnio “Wilki” wydały na transfery więcej niż Bayern. Łatwo jest dostać się do Wolfsburga, ale trudno się stamtąd wyrwać. Przekonał się o tym jeden z naszych bramkarzy, który mimo dobrego kontraktu i tak wylądował w amatorach. Klub stać na takie posunięcie” – zakończył Krzynówek.

interia.pl

Dodaj komentarz

“Henry” o krok od Górnika

“Potwierdzam, że dostałem propozycję z Górnika. Jestem nią zainteresowany. Daliśmy sobie 2-3 dni do namysłu” – powiedział na łamach “Przeglądu Sportowego” Henryk Kasperczak, który przymierzany jest na szkoleniowca zabrzańskiej drużyny.

Podobno negocjacje Kasperczaka z przedstawicielami firmy Allianz rozpoczęły się od kwoty 200 tysięcy euro rocznie, bo tyle “Henry” zarabiał w Wiśle Kraków. Ale to nie pieniądze mogą poróżnić trenera z włodarzami Górnika.

“Przegląd Sportowy” informuje, iż Kasperczak czeka na wynik środowego meczu reprezentacji Polski z San Marino i w razie straty punktów przez “biało-czerwonych”, to właśnie 62- letni szkoleniowiec może zastąpić Leo Beenhakkera na stanowisku pierwszego trenera drużyny narodowej. Taki scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny, bo reprezentacja San Marino to piłkarski kopciuszek Europy i jest już niemal przesądzone, że na trenerskiej ławce Górnika zasiądzie Kasperczak.

“Obie strony już na wstępie są mocno zdeterminowane . Allianz zdaje sobie sprawę, że ktoś taki jak Kasperczak momentalnie postawi zespół na nogi” – powiedział pracownik zabrzańskiego klubu.

interia.pl

Dodaj komentarz

Policja szuka dzieci ojca-gwałciciela

Policja ma już dokumentację ze szpitali, w których gwałcona przez ojca kobieta urodziła dwoje dzieci ? dowiedział się reporter radia RMF FM. Jak powiedział dziennikarzom radia Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji, funkcjonariuszom nie udało się jeszcze ustalić, co stało się z dziećmi 21-latki.

Te dzieci zostały pozostawione w szpitalach. One albo trafiły do domów dziecka, albo zostały adoptowane – powiedział Sokołowski. Rzecznik KGP zaznaczył, że funkcjonariusze starają się teraz dotrzeć do dzieci młodej kobiety. Prawdopodobnie zostaną zarządzone badania DNA, aby potwierdzić, czy ojciec 21-latki rzeczywiście jest jednocześnie ojcem jej dzieci.

Czy matka gwałconej kobiety odpowie przed sądem za to, że nic nie mówiła wcześniej policji? O tym zdecyduje sąd. Ona sama w relacjach medialnych mówi, że wiedziała i była zastraszana. Czy ten strach był na tyle duży, że można go w jakiś sposób usprawiedliwiać? O tym będzie decydował sąd – stwierdził Mariusz Sokołowski. Funkcjonariusz zaznaczył, że o tej sprawie wiedziało znacznie więcej osób: To milczenie, które było wokół tej dziewczyny, było czymś przerażającym. Przez tyle lat dochodziło do takiej tragedii.
Ojciec 21-latki usłyszał już zarzuty. Są to zarzuty wielokrotnego doprowadzenia córki z użyciem gróźb i przemocy do obcowania płciowego. Część z tych gwałtów miała miejsce jeszcze przed ukończeniem przez dziewczynę 15 lat. Kolejne zarzuty dotyczą m.in. gróźb karalnych i bezpodstawnego pozbawienia wolności – powiedział rzecznik KGP. Ponieważ część zarzutów nakłada się na siebie, o wysokości kary zdecyduje sąd. Czeka nas jeszcze długi proces dowodowy – zaznaczył Sokołowski.

Rodzinny dramat rozgrywał się we wsi Grodzisk pod Siemiatyczami na Podlasiu. Rodzina przeprowadziła się tam dwa lata temu. Oni przyjechali prawie z samego Wrocławia. Przyjechali w taką dziurę na Podlasie? Trzeba było się zastanowić, dlaczego przyjechali – usłyszał od sąsiadów reporter radia RMF FM Krzysztof Kot.

Młoda kobieta zgłosiła się na policję w ubiegły wtorek. Od razu rozpoczęto poszukiwania mężczyzny. Policja obawiała się, że 45-latek może zbiec za granicach. Okazało się, że mężczyzna ukrywa się w Siedlcach i planuje wyjazd do Włoch. W miniony piątek siedleccy funkcjonariusze zatrzymali go w pobliżu dworca PKP.

interia.pl

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »