Serce 31-letniego Wojciecha Faracika uratowało młodego mieszkańca Grecji. Mężczyzna po tragicznym wypadku pod koniec maja tego roku trafił do szpitala.
Po dwóch dobach lekarze stwierdzili śmierć mózgu.
- Zgodziłem się na pobranie narządów, bo dzięki temu przeżył inny człowiek – mówi Andrzej Faracik z Gdańska. – Ale tak naprawdę to mój syn, a nie ja, uratował tę osobę.
Ojciec zmarłego Wojtka uważa, że jeśli w takiej sytuacji postąpiłby inaczej, to tak jakby wziął częściową odpowiedzialność za życie osoby oczekującej na przeszczep.
- To nie zlikwiduje bólu po utracie syna – twierdzi. – Ale czuję lekką ulgę, gdy pomyślę, że nie odszedł stąd zupełnie.
Podobnie uważa prawie 100 procent Polaków. Jednak tylko dwie trzecie z nich byłoby skłonnych podpisać “oświadczenie woli”, czyli zgodę na pobranie narządów w przypadku nagłej śmierci.
- O tym problemie trzeba mówić jak najwięcej – twierdzi ksiądz Radosław Belling z parafii pw. Matki Boskiej Fatimskiej w Gdańsku Żabiance.
- Ludzie powinni znać stanowisko Kościoła, który uważa transplantację narządów za jeden z największych darów, jakie możemy ofiarować drugiej osobie, bo przecież ofiarujemy życie.
Dlatego księża z parafii postanowili włączyć się do kampanii, poruszając problem transplantacji podczas nabożeństw i rozdając “oświadczenia woli”.
Jednak tym razem kampania nie jest skierowana tylko do dorosłych. Powstał pierwszy w Polsce film animowany o transplantacji. Ma na celu przede wszystkim sprowokować do rozmów. Autorzy wierzą, że zaciekawione maluchy zaczną zadawać pytania, a to zachęci rodziców do zainteresowania tematem.
Już wkrótce na ulicach największych polskich miast zobaczymy billboardy. Pojawią się też spoty radiowe i telewizyjne. Kampania “Narządy nie rosną na drzewach” trwać będzie kilka miesięcy w całej Polsce. Więcej informacji na stronach www.przeszczep.pl(interia.pl)